Broniewski

Poezja Broniewskiego wobec dzisiejszej koniunktury, ginie tak samo w zalewie tandety, jak każda inna.
Wobec tego spory wokół jego osoby i twórczości bledną , co wcale nie jest niczym dobrym. Bo blednie wszelkiego rodzaju wyższa sztuka, nie tylko literacka. Komercyjni „twórcy” zdają się schlebiać popularnym, nie najlepszym gustom, więc ambitna i pobudzająca sztuka odchodzi do lamusa.

W przypadku, kiedy byłoby to nadal istotne, a pozwalam sobie mieć tę nadzieję, Broniewski został „wsadzony” do kartoteki z fiszką – piewca komuny.

Z pewnością, i polonista, i literat bez politycznych naleciałości, będzie się twardo sprzeciwiał temu zaszufladkowaniu, ale co zrobić gdy stało się to faktem?
Problem w tym, że Broniewski zbyt często stawał się ofiarą politycznych zawirowań, tak po I Wojnie jak i po II Wojnie Światowej.

Jego poezja była zdecydowana, mocna, ukazująca jego idee i poglądy, naświetlająca poetę niezależnego i śmiałego. To spowodowało, że przed II wojną był kilkukrotnie aresztowany za swoje śmiałe i niepopularne poglądy.

Tak się stało, że był rzeczywistym, zagorzałym socjalistą, i tego dawał upust przed i po wojnie. Jego pasję i wypływające z przekonań zaangażowanie, a także płomienną twórczość, wykorzystali nędzni agitatorzy fałszywych idei, przez co Broniewski po raz kolejny stał się ofiarą polityki.

Późniejsze lata „komuny” ostudziły jego zapał, wyciszyły. Ciężkie życiowe wydarzenia, samotność, opuszczenie sprawiły, że patetyczna, wzniosła nuta zmieniła się w nostalgiczną, smutną refleksyjną i tragiczną- to wszystko można poczuć w tomie wierszy „Anka”.

*

Znasz przecie: „Kiedy przyjdą podpalić dom, ten w którym mieszkasz- Polskę…”, albo „ Ze spuszczoną głową, powoli, idzie żołnierz z niemieckiej niewoli…”, na pewno. Dlatego dla mnie poezja Broniewskiego po za wybitną wartością literacką jest wyjątkowa pod wielu względami. Bez wahania powiem, że jest jednym z najbardziej lubianych przeze mnie poetów.

*

Po wielu latach, jego poezja nie potrzebuje obrońców, broni się sama w kilku słowach. Potrzebuje tylko czytelników.

Sroka

Zważywszy na powszechność występowania ptaków, zarówno w ilości jak i gatunku, logicznie, nabywam do nich określonego stosunku. Lubię je i pomagam przetrwać zimę, zwłaszcza tym najmniejszym- wróblom, sikorkom, kosom i szpakom, którym się nie chce odlatywać. W domu posiadam kanarka-wybitnego śpiewaka, którego wyleczyłam z ciężkiej choroby.

Kiedyś pewnego dnia wiosny, zawitała na mój balkon para gołębi w amorach. Zasiedliły doniczkę, którą przeznaczyłam na inne cele. Przeganiałam je możliwie jak najczęściej z powodów bardzo przyziemnych, a znanych wszystkim powszechnie. Niestety gołębie były nieustraszone i zdeterminowane w walce o M1. Przestałam je przeganiać, kiedy pojawiło się jajko, a potem drugie.

Zupełnie nieoczekiwanie, stałam się członkiem gołębiej rodziny. Dwa maluchy rosły jak na drożdżach, dokarmiane przez zdumiewająco troskliwych rodziców, którzy okazywali swoje gołębie serce nie tylko dzieciom, ale i sobie nawzajem. Ta sielanka mogła trwać cały czas, gdyby nie napaść bandy srok podczas nieobecności dorosłych. Banda ta poszarpała oba pisklaki, zadając im ciężkie rany. Dla jednego okazały się śmiertelne w ciągu kilku godzin.

Rozpacz gołębi, które zastały skutki krwawej jatki w gnieździe, była ogromna i wyraźna dla wrażliwości ludzkiej. Mój mały, drugi i jedyny pisklak żył, ale cierpiał i nic nie można było zrobić, a sroki krążyły czekając na następną okazję. A ja zza firanki pełniłam wartę. Odbyłam nawet konsultację ze śląskim hodowcą gołębi. Należało czekać i pozwolić naturze działać.

Warowanie przy oknie było dość uciążliwe, dlatego zbudowałam domek z pudła po telewizorze. Sroki już nie mogły nic zrobić. Mój Ogryzek wyrósł na zdrowego gołębią, ale bez piór na łebku i grzbiecie. Przyfruwa czasem na balkon. Zawsze go poznaję.

*

A sroki, obrzydliwe drapieżniki, któż może zaradzić ich brutalności i perfidii działania? Nikt!-Posiadają immunitet- działają w majestacie prawa i pod jego ochroną- eleganckie ptaszki w galowym stroju.

„Ekolodzy” wymyślili, że srokom należy się sztuczna ochrona, a te niszczą w sposób zastraszający i rozmyślny wróble, drobne ptaki śpiewające, młode wszelkiego innego ptactwa, zdarza się, że polują na wiewiórki. Zakłócając tym samy odwieczne i najważniejsze prawo równowagi. Skąd się bierze ten nadzwyczajny przywilej tego „nadptactwa”? Z praw niesłusznie, nazbyt szybko i bezrozumnie przydzielonych.

Sroka zaś, świadoma swojego immunitetu, staje się wyrafinowana w swojej bezkarności. Coraz bardziej bezczelna i pyszna, okrutna i pogardliwa. Staje ponad prawem, w imię swojego „świętego prawa”, z którego korzysta konsekwentnie wbrew rozumowi, naturze i przyzwoitości.

*

I znów pozostaje czekać, aż nieomylna Temida wyrówna swoje szale i sprawiedliwości stanie się zadość.

Powiedziałam Temida?

- Miałam przecież na myśli Naturę .

Sokrates

Początek roku sprzyja porządkowaniu zawiłych spraw, myśli, wydarzeń a wreszcie kalendarza. Sprzyja również zastanawianiu się nad szybkim przemijaniem i życiem w szerszym, nie materialnym wymiarze.

Wróćmy do początków takich myśli.
Chciałam tu przypomnieć wybitnego, greckiego filozofa, żyjącego na przełomie IV i V w. p. n. e., ojca etyki- Sokratesa.

Nowatorstwo jego filozofii polegało przede wszystkim na tym, że jako pierwszy wyodrębnił dobra moralne, ponad wszystkie inne, a cnotę uznał jako dobro bezwzględne.

Sokrates uważał cnotę, jako cement, który wiążę szczęście z pożytkiem, bo tylko to co pożyteczne, może być naprawdę dobre.
To właśnie dobro bezwzględne, czyli cnota jest wiedzą, ponieważ wszystko zło pochodzi z niewiedzy i nieświadomości.

Sokrates dopuszczał, że nikt nie czyni zła umyślnie i ze świadomością, raczej z niewiedzy i głupoty. Można by z tym poglądem dyskutować w obecnych czasach, ale zakładajmy, że jest w tym przynajmniej część prawdy.

Ten starożytny myśliciel sformułował pierwsze zasady etyki, która z biegiem czasu klarowała się i precyzowała. Modyfikowana przez zmieniający się świat, zdobycze cywilizacji i religię.

Nasze czasy stały się dla etyki bardzo wrogie. Pogoń za dobrami materialnymi staje się dojmująca i frustrująca. Stan posiadania zbyt często wyznacza wartość człowieka. Ludzkość zatraca się w potędze techniki i cywilizacji zapominając o rzeczach tak mało popularnych jak przymioty ducha.

Wiara w człowieka nie pozwala mi myśleć, że taki stan rzeczy wynika ze świadomego działania ludzkości, bo przecież ona sama nie chce swojej degeneracji. Być może wynika to właśnie z braku wiedzy, która pozwala na większą manipulację masami, braku czasu i zadumy…
A wiec, czy Sokrates nie ma racji?

Na koniec przypominam zdanie, która wypowiedział Jan Paweł II w 2000 roku: „to tysiąclecie będzie tysiącleciem Ducha Świętego”. Cokolwiek miałoby to oznaczać, wierzę, w zwycięstwo przymiotów duszy nad materią.