24 grudnia 1939 roku

W tym roku noc Wigilijna wypadła w niedzielę. Dzisiaj wszyscy by się cieszyli, mając w perspektywie dodatkowe dwa dni wolnego. Wtedy nie miało to żadnego znaczenia.
Śnieg zalegał na ulicach i chodnikach. Z przyzwyczajenia dozorcy wykonywali swoje codzienne obowiązki, odśnieżali, wymiatali… Wojna, w czwartym miesiącu jej trwania, coraz bardziej rozpychała się po ulicach, niszcząc wszystko dookoła,  swoim zwyczajem.
Smutna rzeczywistość w tym dniu, na chwilę, przestała mieć śmiałość wdzierać się w serca Polaków. Na jedną marną chwilę, zapomnieli o tym, co już nastało i szczęśliwi, nie wiedzieli, co nastanie.
Warszawscy aktorzy, wieczór wigilijny spędzili w podziemiach „Cafe –Clubu”. Zeszło się gości nie mało. Pięćdziesięcioro aktorów i  drugie tyle zaproszonych gości. Prawie cała grupa Jaracza. Najbardziej znanego aktora teatralnego w Polsce.
„Nastrój nierówny. Maskowana uśmiechem nerwowość, zdradzająca dokuczliwą świadomość klęski, o której się nie mówi, ale o której ani na chwilę naprawdę zapomnieć się nie da.
Wieczerza wigilijna- nie bez wódki. Jaracz nie pije. Komuś dziwiącemu się tłumaczy po prostu, że od pierwszego dnia okupacji poprzysiągł sobie, że nie weźmie wódki do ust póki nie będzie końca temu wszystkiemu!”
A świat z czasem pod rękę poszedł dalej. Mijają pokolenia i ludzie mijają, a TEN dzień jak co roku, wstrzymuje na chwilę przemijanie. Zostawia nas samych ze swoimi małymi kłopotami i problemami i daje szanse, abyśmy zobaczyli ich prawdziwe miejsce i sens.

Ci, którzy umieją dostrzec swoje szczęście w każdej sytuacji, którzy optymistycznie patrzą naprzód, są zawsze wygrani.
Wszystkim targanym troskami i codziennymi smutkami, życzę optymizmu, a każdemu z Was, spokoju ducha i prawdziwej miłości, która zawsze jest najważniejsza.
Niech święta skłonią Was do zadumy nad prawdziwym sensem życia, a wynikiem zadumy niech będzie prawdziwe szczęście.

Cyt. Tomasz Mościcki „Teatry Warszawy 1939. Kroniki”, Bellona, Warszawa 2009

Amenouzume

-Nigdy cię nie zapuszczę- mówi, troszkę koślawiąc polską mowę malutka dziewczynka do swojego misia. Czy można jej wierzyć, choć czyste dobre serduszko wierzy w to najszczerzej?
Temat może wydawać się dość dziwny, ale z pewnością zaciekawiający. Organizatorzy tego wydarzenia kulturalnego stawiają sobie za zadanie, pracę z dziećmi i młodzieżą pochodzącym z rodzin dysfunkcyjnych. Projekt ten powtarzany jest co rok i jak co rok uczestniczą w nim dzieci skupione w ogniskach tanecznych, prezentując różne rodzaje tańca.
Sama możliwość występu na prawdziwej scenie daje tym młodym ludziom wiele frajdy i satysfakcji, a do projektu podchodzą z wielkim zaangażowaniem, powagą i solidnością.
Osobiście byłam na wszystkich spektaklach zorganizowanych przez fundację Amenouzme i z cała odpowiedzialnością mogę powiedzieć, ze każdy z nich odniósł sukces.
W ramach programu „Taniec- Pasja świata- Przenikanie Kultur” zrealizowany zostaje spektakl „ Nigdy cię nie zapuszczę”. W nim to wraz z młodzieżą, o której jest właśnie mowa, a która jest tu najważniejsza, wystąpią uczennice profesjonalnej Krakowskiej Akademii Tańca . Będzie to ukoronowanie całości projektu, na który składały się różne formy aktywności tanecznej: warsztaty taneczne, pokazy tańca, wieczory taneczne.
„Dzieciństwo i dorosłość. Beztroska, zabawa, uczucia, decyzje, problemy, walka. Granica nie jest wyraźna, a konieczność czasami psuje naturalny porządek rzeczy. A może to tylko kwestia perspektywy? Przedstawiona historia zaznacza pewne tematy, wiele pozostawiając w niedopowiedzeniach, a kluczem do ich interpretacji jest wyobraźnia widza.”
Zapraszam serdecznie wszystkich:
22.12.2010
Nowohuckie Centrum Kultury
Godzina 12 i 17
Organizator:
Fundacja Amenouzume

Urania Film

W pierwszym dziesięcioleciu XIX w do Polski razem z młodą żoną i dzieckiem przybył szwajcarski wizjoner Teodor Junod. W przeszłości zajmował się prowadzeniem objazdowego kina. Ze swoimi pokazami wędrował po Europie i Azji. Do Polski przybył przez wzgląd na polskie pochodzenie żony. Jego decyzją, rodzina Junodów osiadła w Łodzi na dobre.
Ponieważ kino i teatr były Junoda całym życiem, postanowił realizować i tutaj swoją pasję.
Zbudował specjalny do tego celu przeznaczony gmach przy zbiegu ulic Piotrkowskiej i Cegielnianej. Wykorzystał wszelkie nowinki techniczne i zabiegi „marketingowe” dostępne w tych czasach, aby varietes było miejscem naprawdę atrakcyjnym. Miało nawet centralne ogrzewanie i wentylatory.  Z założenia miało być ostoją ludzi łaknących kultury wyższej. Dbano tu o każdy detal wystroju. Widz miał się czuć komfortowo. W gmachu była weranda do spacerów i dwie orkiestry grające na zewnątrz i wewnątrz gmachu. Bufet zaopatrzono odpowiednio do standardu.
Łódzka prasa rozpisywała się w samych superlatywach:
„… przed kilku laty dwóch cudzoziemców :Szwajcar p. Junod, i Duńczyk p. Vorthell  zawiązali spólkę celem założenia teatru „Varietes” na wielką skalę i w najlepszym smaku.  Byli to ludzie o lepszych aspiracjach artystycznych. Za wzór wzięli sobie nie ordynarne cafe’s chatanty niemieckie, albo pornografie, uprawiające  beuglanty francuskie, ale wielkie music halle londyńskie. I odnieśli zwycięstwo, dzięki zręcznie dobranemu i systematycznie, co dwa tygodnie zmienianemu repertuarowi, który bawił nie siejąc zgorszenia i zepsucia, dzięki ruchliwości i dobrej organizacyi…”