Podarunek czyli blogowe candy

Wakacje to nie czas ślęczenia przy komputerze z własnej nieprzymuszonej woli. Dlatego też na czas letni temperatura blogowych fascynacji spada. Konkursy zawsze ożywiają atmosferę i dostarczają nowych emocji sympatykom. 
W związku z tym nadszedł czas, aby zaproponować Czytelnikom zabawę, zwany w blogowym języku- „candy”. 
Wystarczy tylko dodać swój komentarz pod postem i podpisać się nickiem blogowym, albo zostawić adres e-mail, albo imię i nazwisko, albo po prostu imię. Nazwa osoby powinna być tak charakterystyczna, aby nie było wątpliwości, kto otrzymał poniższe książki. Jeśli będziecie mieli ochotę na umieszczenie linku o zabawie na swoim blogu będę niezmiernie wdzięczna.

Zakończenie nastąpi 10 lipca, a wynik podam od razu. Koszty przesyłki biorę na siebie. :)

Elizabeth Taylor, najpiękniejsza z amerykańskich gwiazd czaro-białego ekranu, kochana za urodę talent i osobowość. Dziecko Hollywoodu, które na oczach wielbicieli kina  przeistoczyło się w piękną dojrzałą kobietę. Sensacyjna biografia pióra Davida Breta,  ”Elizabeth Taylor Dama, kochanka, legenda”. Książka zgodna z tematyką i konwencją bloga, czyta się jednym tchem. Oddaję w ręce wygrywającego ze szczególnym podziękowaniem Mariuszowi, dzięki któremu weszłam w posiadanie tejże książki. 

Wydawnictwo Marginesy, wzbogaciło moją bibliotekę o sentymentalną pozycję „Mała matura” Janusza Majewskiego. „Pełna humoru i ciepła, barwna opowieść o dorastaniu w beztroskim europejskim Lwowie jest preludium do tragicznych wydarzeń wojennych. Dwaj okupanci, Sowieci i potem Niemcy, okradają kilkuletniego Ludwika z dzieciństwa, a jego rodzinę z dobytku i bliskich, zmuszają do ucieczki i tułaczki, której kres stanowi Kraków końca wojny. Wtedy czternastoletni bohater rozpoczyna walkę. W nowym gimnazjum toczy boje o akceptację rówieśników i nauczycieli, zmagając się z pierwszym zauroczeniem i seksualnością (..)”  Gorąco polecam.
Serdecznie wszystkich zapraszam. Życzę wszystkim dobrej zabawy.

PS.
Zabawa ta nie jest grą losową, w rozumieniu prawa, a podarowanie powyższych książek jest uzależnione od mojego „widzimisię”, co każdy Czytelnik biorący udział w zabawie zechce akceptować.
Adnotację tą umieszczam na wszelki wypadek.

Krzyżtopór

Dawno, dawno temu , przed czterema wiekami, bogaty magnat postanowił zbudować  na swoich dobrach pałac, któryby nie tylko był luksusową siedzibą rodu.  W jego zamiarach było zaimponowanie przepychem, a także walorami obronnymi i funkcjonalnymi.  Do zrealizowania swojego zamysłu, magnat zatrudnił najlepszych architektów ówczesnej Europy-Włochów. Budowniczowie mieli nie szczędzić materiałów i miejsca, wszak pałac miał być wzniesiony na chwałę Boga i rodu. ( krzyż i topór). 
Jedna z ogromnych sal

 Aby zapewnić   wieczność temu miejscu kazał u wejścia głównej bramy  umieścić  magiczny znak, runę która przypomina literę W.  Budowniczym narzucił swoją ideę, aby zamek był wielkim kalendarzem. Cztery pory roku symbolizować miały  cztery narożne baszty, duże wystawne sale- miesiące,  pokoje- tygodnie, wreszcie okna, każdy dzień kalendarza.  Olbrzymim stało się to przedsięwzięcie, a dziedziniec do złudzenia począł przypominać rzymskie Coloseum.

 Do budowy zużyto mnóstwo egzotycznego drewna i wykwintnych marmurów i cegieł z zaprawą jajeczną.
Główna wieża, która znajdowała się na wprost  bramy, w swoim wnętrzu, pod poziomem ziemi,  ukrywała  wiecznie bijące źródło czystej, ponoć leczniczej wody, która zasilała ogromne akwarium, znajdujące się powyżej  zamiast sufitu sali jadalnej.  Za wieżą zagospodarowano ogromną połać  terenu pod oryginalny ogród.
Cieszył magnata ten przepych. Liczni goście ciągle przebywający w pałacu, mogli zachwalać szczodrość  i hojność  gospodarza, a ten mógł karmić gości i swoją próżność. Inskrypcje na ich cześć kazał wykuwać na elewacjach pałacu. Ileż drzewa trzeba było spalić, aby ogrzać tą potężną budowlę, ile jadła by wykarmić gości, całą służbę i żywy inwentarz, zwłaszcza konie.

Inskrypcje na elewacjach, których jest bez liku 
Stajnia, w której panują doskonałe warunki akustyczne

Wnętrze wieży

Poniżej  poziomu ziemi, w wieży,  tryska źródło
Wejście do wieży

Widok od strony wieży -dziedziniec

Nie długo trwało szczęście. Syn magnata bezpotomnie  poległ w bitwie pod Zborowem. Wkrótce potem potop szwedzki  wymył lwią cześć bogatego wyposażenia majątku. Po stu latach wydarzenia związane z konfederacją barską obróciły budowlę w ruinę, jaką pozostaje po dziś dzień.
Magicznie to miejsce, okryte wielką tajemnicą, tętniące wciąż energią  kilkunastu pokoleń  ludzi. Od dawna tkwiące ruiny wydają się, jakby zupełnie niedawno stały zamiast nich nienaruszone pyszne mury.  Gdzieniegdzie została elewacja, zdobione gzymsy i napisy pochwalne.
Miejsce coraz chętniej odwiedzają turyści, lecz nie jest to cel turystycznych pielgrzymek. Można nawet powiedzieć, że okolica wciąż posiada dziewiczy urok. Jeśli będziecie w twj okolicy, koniecznie odwiedźcie. 


Wyświetl większą mapę

PS. Przepraszam za moje milczenie, które było spowodowane przygotowaniami do zakończenia studiów. Teraz już się poprawiam. Pozdrawiam i dziękuję wszystkim którzy wytrwali.