Dobra Bona, czyli jaki problem miał Kraszewski

Bona Sforza

Otoczona czarną, nienawistną legendą. Kobieta dumna, wysokiego rodu, owiana złą przeszłością swoich babek i ciotek trucicielek. Pochodząca z dalekiego, nieznanego, oświeconego kraju przyniosła z sobą niezrozumiałą mentalność budzącą lęk. Niepojęty strach przed nowością, przed ewentualnymi, niedopuszczalnymi i niekontrolowanymi zmianami, boleśnie dokuczał szlachcie, która miała w Polsce wiele do powiedzenia.

Jakkolwiek, początkowo przybycie egzotycznej piękności, było wielką atrakcją dla zimnego, północnego kraju, to entuzjazm z jakim ją przyjęto szybko ostygł, a w wielu przypadkach przerodził się wielką nienawiść. Niespodziewanie dla możnowładców polskich, których podówczesna swoboda była już faktem, młoda królowa stała się podporą monarchii i celnym, inteligentnym politykiem. Niedopuszczalną, jak na ówczesną świadomość , była sytuacja, że Bona Sforza okazała się być starannie wykształconą kobietą, zawstydzającą niejednokrotnie adwersarzy swoją biegłością we władaniu łaciną, orientacją polityczną i znajomością znaczących dzieł epok poprzednich i teraźniejszych. Budziło to, jak widać, wściekłość możnych panów, którzy ze wszystkich miar próbowali zbudować zły wizerunek królowej. Nie tylko, aby ją złamać i oczernić, ale także by pozbawić władzy, która z biegiem lat, rozlewała się na Europę i swoim zasięgiem dotykała nawet Turcji.

Stan swobody szlacheckiej był dla Bony niezrozumiały, gdyż ona sama w italskim dzieciństwie napatrzyła się na krwawe, bezwzględne rządy monarchów. Interesy bogatej, wpływowej szlachty, w tejże zrozumieniu, były poważnie zagrożone, a uszczelnienie władzy monarszej wcale możliwe. Naturalnie więc rodził się obóz zażartych przeciwników monarchini. Przeciwników znaleźć było można również poza granicami Rzeczpospolitej. Osławionych Habsburgów, Hohenzolernów nie trzeba było zachęcać do szkodzenia Bonie.

Tak rodziła się legenda o Bonie trucicielce, która teoretyczne, dzięki swoim umiejętnościom w warzeniu trucizn, pozyskanym od zdolnych ciotek, mogła uśmiercić każdego, kto jej nie był wygodny. Nawet jej syn-Zygmunt August, opętany szaleńczą miłością do Barbary Radziwiłówny, popadał w obsesyjny strach przed matką trucicielką. Jego lęki, wynikające z nieakceptowania przez matkę samowolnego mariażu z poddanką i nienawiść do rodzicielki, obnażały słabość i podatność na wpływy zewnętrzne ostatniego z Jagiellonów.

Bona , Wawel
*
Dzieła o kanwie historycznej pisane przez J.I. Kraszewskiego, jeszcze niedawno, a i teraz cieszą się popularnością i dla niektórych stanowią źródło prawdy historycznej. Dlaczego więc, w swojej powieści „Dwie królowe”, opowiadającej o skomplikowanych relacjach dworu wawelskiego z krajem i Europą, a także przedstawiającej wielowątkowe, rodzinne stosunki między Jagiellonami, a zwłaszcza Boną i jej synową Elżbietą Habsburżanką, Kraszewski przedstawia Bonę Sforzę jednoznacznie? 

Pisarz, historyk, prawdopodobnie świadomy siły swojego oddziaływania, objawia tą niezwykłą monarchinię jako zazdrosną, chciwą, bezkompromisową babę z bazaru. Kobietę, która uzyskuje od swojego spolegliwego męża wszelkie korzyści, których ta zażąda. Despotkę, psychicznie znęcającą się nad dworkami i synową. Wreszcie intrygantkę, szkodzącą polityce Korony i ostatecznie złą matkę.
Jakież to niechęci skłaniają uznanego autora do stawiania skrajnie nieobiektywnych tez? Czemu ma służyć pielęgnowanie strasznej legendy?

Bona Sforza otrzymała na dworze swojej matki Izabeli gruntowne i staranne wychowanie ukierunkowane w jednym celu-urodziła się by władać. Dlatego matka nie szczędziła środków na gruntowne wykształcenie i właściwe wychowanie, jak to było w zwyczaju na dworach władców Włoch. Młoda Bona nigdy nie dała się wciągnąć w dworskie, miłosne intrygi. Jej opinia pozostała nieposzlakowana. Była przeznaczona do rzeczy wielkich.

W Krakowie, nieprzyjaznym jej środowisku, umiała znaleźć się doskonale. Znała swoje powinności królowej i intuicyjnie dbała o dobro kraju, z którym zawarła mariaż. Była kobietą, która osiągając w polityce swoje cele, bezpardonowo raziła męską dumę. Białogłową, która ośmieliła się być mądrzejsza i bystrzejsza, zwłaszcza politycznie, od wielu dworskich myślicieli. Konsekwencją demaskacji męskiej buty były nienawistne paszkwile, jawna wrogość i sława trucicielki.

A przecież w historii Polski, nie było królowej więcej znaczącej od tej. Kobiety-polityka tak sprawnego i gospodarza skutecznie dbającego o dobro dynastii. Podzięką za czterdzieści lat pracy stała się dla niej samotna podróż do Bari we Włoszech, gdzie znienawidzona przez ukochanego syna, osamotniona zmarła.

Czas powtórzyć słowa eseju Wisławy Szymborskiej:
„Obrażony syn nie sprowadził jej szczątków na Wawel, choć tam było należne jej miejsce, przy boku małżonka. Związek Literatów Polskich powinien wysłać delegata do Bari z wiązką kwiatów na grób wybitnej tej władczyni. Czas ją przeprosić za powieść Kraszewskiego „Dwie królowe”, w której występuje jako heroina z magla. Gdyby nie było chętnych, to ja mogę pojechać”
Mimo, że ze związku nie jestem, zgłaszam się na ochotnika.

Bari, kościół św. Mikołaja, grób Bony, źródło Wikipedia

Cytat:Wisława Szymborska, Lektury nadobowiązkowe, O królowej Bonie, Wyd. Literackie, Kraków 1996

Urodzony aktor czyli Jerzy Pichelski

 

Plan zdjęciowy filmu „Granica”
1938 rok, reż. Józef Lejties
Plakat promujący film „Granica” z 1933 roku,
na zdjęciu Elżbieta Barszczewska i Jerzy Pichelski
W filmowym atelier panuje zgiełk.
Pełno kręcących się ludzi, funkcyjnych i kolegów kolegów funkcyjnych. Wszyscy ciekawi . Produkcja filmowa to wciąż ogromna nowość.  Pan Józef denerwuje się na brak dyscypliny dźwiękowej.
Ktoś chrząka, komuś skrzypią buty, a charakteryzatorka chichra się z dowcipów jegomościa od lamp. Te rozgrzewają się niemiłosiernie. Kręcona jest scena pocałunku Elżbiety i Zenona, głównego bohatera „Granicy”, czyli Jerzego Pichelskiego. Partneruje mu zjawiskowa Elżbieta Barszczewska. Dubli nie ma końca. W scenie tej, na życzenie reżysera, kamera ma zrobić duże zbliżenie. Zoom to melodia przyszłości. Przy zbliżeniu, operator kamery, musi podjechać wózkiem, na którym stoi kamera, jak najbliżej całującej się pary. Niestety, zaangażowany pan operator, wciąż najeżdża kółkiem na nogę całującego amanta. Spokojny i grzeczny Jur Pichelski znosi to cierpliwie, ale scena pocałunku wychodzi  marnie. Jak tu uwielbiać kobietę z ciężarem kamery i operatora na nodze. .. Atmosfera nie sprzyja rzetelności i wiarygodności aktorskiej.
-A gdyby pan uniósł nogę kiedy  najeżdżam?-pyta nieśmiało operator.
-Niby jak, panie? On ma zamknięte oczy jak całuje- zauważa spostrzegawczo jegomość od lamp.
-Właśnie!- chichrająca panienka wtóruje lampowemu.
-Panie, ja pana tym kijeczkiem trącę i pan podniesiesz nogę… dobrze?- aktor odpowiada skinieniem.
Elżbieta Barszczewska nie umie powstrzymać śmiechu. Zwykle to kobieta zalotnie unosi nogę podczas pocałunku.  Następny dubel. Tym razem z podniesioną nogą i udanym najazdem. Reżyser zdaje się być zadowolony.
(na podstawie wspomnień J. Pichelskiego)

Jerzy Pichelski, źródlo: Facebook.pl/cafebodo2rp
To był cudowny okres Młodej Polski, pełen radości , nadziei i rozkwitu. Po przekroczeniu dekadenckich dziesięcioleci młode serca patrzyły odważnie w rodzące się jutro. Młodzi ludzie bez strachu podejmowali nowe, śmiałe wyzwania. Ludność ciągnęła do wolnej stolicy pachnącej Europą, mieloną kawą  z „Ziemiańskiej” i konserwantem drogich futer. Wpisany w nową  rzeczywistość Jerzy Pichelski przybył do Warszawy z głębokiej prowincji. Jeden czterech synów piaskarza, nikomu nieznany, piękny mężczyzna.
Był nowoczesnym, dobrze wykształconym aktorem.  W Warszawie ukończył oddział dramatyczny w Konserwatorium Warszawskim.  Bardzo cenił sobie rzetelność i prawdę w swoim zawodzie. Dlatego większość  czasu poświęcał teatrowi, ale to właśnie kino przyniosło mu sławę amanta filmowego.
Debiutował w filmie „Szpieg w masce” przy boku uznanej i ogromnie cenionej gwiazdy- Hanki Ordonówny.  Debiut okrzyknięto udanym. Nie bez znaczenia był fakt, że sam Pichelski objawił się publiczności jako osoba o absolutnie filmowej twarzy. Piękne, regularne, szlachetne rysy twarzy, a przy tym smukła, przystojna sylwetka nie pozwalały zapomnieć skromnego, młodego aktora.  Szczyt jego popularności przypadł na późne lata trzydzieste. Ponoć o jego, iście gwiazdorską twarz, upominał się nawet Hollywood. Jak należy przypuszczać, ogrom planów zniweczyła wojna. W jego wypadku tylko zahamowała karierę na dobrych kilka lat. W czasie wojny brał czynny udział w walce o Warszawę. Działała w AK.
W okresie powojennym znalazł swojej miejsce w innej, teatralnej rzeczywistości. Grywał w teatrach: łódzkim, lubelskim, Teatrze Polskim w Warszawie, a także w filmach m.in.  „Lotna” i „Krzyżacy”.
Syn Jerzego Pichelskiego, Jerzy Junior w wywiadzie,  wspomina ojca jako osobę, która prowadziła niezwykłe życie towarzyskie. Dzięki swojej koleżeńskości był szalenie popularnym kolegą, którego uwielbiano. Dom wiecznie tętniący żywą rozmową, przewijającymi się gośćmi.
„Żył pełnią życia artystycznego (…) pamiętam
go jako łagodnego, wesołego i miłego człowieka (…)”
Na ekranie kreował postacie wyraziste, nietuzinkowe. Ludzi o niezłomnym charakterze i honorze. Osoby często uwikłane w trudne życiowe zależności, osoby pozornie opanowane i powściągliwe, kryjące pod maską niezłomnego człowieka pokłady emocji, namiętności i uczuć. Wzory męskich cnót i rycerskości w stosunku do kobiet. Na scenie jak i w życiu.
Grał prosto, szczerze, po męsku z jedynie sobie charakterystycznym, niezapomnianym urokiem. Czarem, który zachwyca po dziś dzień.
Zmarł na deskach teatru podczas próby do kolejnego spektaklu w wieku 60 lat. Za wcześnie, za młodo, nieodżałowanie.

Zawsze Młoda

Plakat II wystawy TAP „Sztuka”, 1898, modelka Ata Zakrzewska
O tym marzy każda kobieta. 
Młodość wieczna, jeśli taka w ogóle istnieje, tkwi w myśli, duchu, w
ulotnej idei wrażliwego artysty, który potrafi zamknąć w swoim dziele część
przeszłości, cegiełkę młodości szczęśliwej modelki- muzy. Na próżno, drogie
panie,  botoksy, kwasy hialuronowe i
przyjaźń z chirurgiem plastycznym. Warto zgodzić się z tym zawczasu, że zawsze
młoda pozostaje jedynie idea.
Nihilistycznie zaczęłam, choć nie powiedziałam nic nowego, ale,
 co gorsza, mogłam do siebie zrazić tym
brutalnym „intro” płeć piękną. Choć paradoksalnie, miałam na celu zachęcenie, pobudzenie
do łowienia piękna, które nie wyraża się jedynie lustrzanym odbiciem, jawi się
za to urodą duszy pełnej cudownych przymiotów kobiecości.
„Ruda”, Teodor Axentowicz, 1899, modelka Ata Zakrzewska 
Zachwyciły mnie kobiety Młodej Polski, które uchwycone przez
mistrzów, nie imają się czasu i nie boją starości. Zazdrośnie spoglądam na ich
spokojne twarze, szukam ukojenia i rady. Najmocniej przyciąga mnie twarz „Rudej”. Anielsko spokojne oblicze i usta, które zaraz wypowiedzą trująco-słodkie  słowo. Cóż za zbieg okoliczności, że to właśnie
ten obraz przyciągnął mnie w muzeum najmocniej. Modelką uwieczniona na obrazie
jest Ata Zakrzewska. Cóż za ładny zbieg okoliczności. Co Ata chce mi
powiedzieć? Wracam do niej jutro!
Feniks powstaje z popiołów

Wieczna i nieśmiertelna pieśń miłości młoda
Przez las omszałych wieków tajemniczo płynie
Na skrzydłach melodyjnych wdzięcznej melancholii.
Niech się usta człowiecze zawrzą jak mimozy,
Jak róże, gdy z kapliczki Anioł Pański spłynie,
Jak perskie na księżyca widok tulipany.
Na skrzydłach melodyjnych wdzięcznej melancholii
Przez ogród moich marzeń przepachnąco płynie
Wieczna i nieśmiertelna pieśń miłości młoda.

Wacław Rolicz-Lieder
Portret Ireny Solskiej, Leon Wyczółkowski
Oddział Muzeum Narodowego w Krakowie w Kamienicy Szołayskich
znajdujący się przy Placu Szczepańskim otworzył, po remoncie, swoje podwoje dla
zwiedzających. Rozpoczął 26.09.2012 uroczystością związana z udostępnieniem dla
publiczności nowej, ciekawej ekspozycji. „Zawsze Młoda!” to wystawa prezentująca
bogaty zbiór obrazów, grafik, druków, rzeźb, rękodzieła, druków, plakatów z
okresu około 1900 roku.
Jan Matejko tworzył wówczas monumentalne dzieła, lecz pod jego surowym skrzydłem rodził się już nowy prąd. Jego wychowankowie krytycznie patrzyli na
twórczość mistrza. Nowe stowarzyszenia artystów, wystawy sztuki oraz
kawiarniane burze głów, owocowały umocnieniem się nowej myśli  artystycznej, której koronne przykłady możemy
obejrzeć w  Kamienicy Szołayskich.
Na wystawie znaleźć można dzieła twórców takich jak:
Stanisław Wyspiański, Leon Wyczółkowski, Jacek Malczewski, Olga Boznańska,
Teodor Axentowicz i wielu innych.
Wystawa będzie czynna jeszcze rok, a więc jest czas na zaplanowanie
sobie wycieczki. Przypominam, że w niedzielę można zobaczyć ekspozycję za
darmo. Wystarczy tylko przyjść. 
Czy znajdziecie na wystawie taki krótki tekst ?
W sztuce jest spokój
W sztuce ukojenie
W sztuce jest życie
W sztuce zapomnienie