Urodzony aktor czyli Jerzy Pichelski

 

Plan zdjęciowy filmu „Granica”
1938 rok, reż. Józef Lejties
Plakat promujący film „Granica” z 1933 roku,
na zdjęciu Elżbieta Barszczewska i Jerzy Pichelski
W filmowym atelier panuje zgiełk.
Pełno kręcących się ludzi, funkcyjnych i kolegów kolegów funkcyjnych. Wszyscy ciekawi . Produkcja filmowa to wciąż ogromna nowość.  Pan Józef denerwuje się na brak dyscypliny dźwiękowej.
Ktoś chrząka, komuś skrzypią buty, a charakteryzatorka chichra się z dowcipów jegomościa od lamp. Te rozgrzewają się niemiłosiernie. Kręcona jest scena pocałunku Elżbiety i Zenona, głównego bohatera „Granicy”, czyli Jerzego Pichelskiego. Partneruje mu zjawiskowa Elżbieta Barszczewska. Dubli nie ma końca. W scenie tej, na życzenie reżysera, kamera ma zrobić duże zbliżenie. Zoom to melodia przyszłości. Przy zbliżeniu, operator kamery, musi podjechać wózkiem, na którym stoi kamera, jak najbliżej całującej się pary. Niestety, zaangażowany pan operator, wciąż najeżdża kółkiem na nogę całującego amanta. Spokojny i grzeczny Jur Pichelski znosi to cierpliwie, ale scena pocałunku wychodzi  marnie. Jak tu uwielbiać kobietę z ciężarem kamery i operatora na nodze. .. Atmosfera nie sprzyja rzetelności i wiarygodności aktorskiej.
-A gdyby pan uniósł nogę kiedy  najeżdżam?-pyta nieśmiało operator.
-Niby jak, panie? On ma zamknięte oczy jak całuje- zauważa spostrzegawczo jegomość od lamp.
-Właśnie!- chichrająca panienka wtóruje lampowemu.
-Panie, ja pana tym kijeczkiem trącę i pan podniesiesz nogę… dobrze?- aktor odpowiada skinieniem.
Elżbieta Barszczewska nie umie powstrzymać śmiechu. Zwykle to kobieta zalotnie unosi nogę podczas pocałunku.  Następny dubel. Tym razem z podniesioną nogą i udanym najazdem. Reżyser zdaje się być zadowolony.
(na podstawie wspomnień J. Pichelskiego)

Jerzy Pichelski, źródlo: Facebook.pl/cafebodo2rp
To był cudowny okres Młodej Polski, pełen radości , nadziei i rozkwitu. Po przekroczeniu dekadenckich dziesięcioleci młode serca patrzyły odważnie w rodzące się jutro. Młodzi ludzie bez strachu podejmowali nowe, śmiałe wyzwania. Ludność ciągnęła do wolnej stolicy pachnącej Europą, mieloną kawą  z „Ziemiańskiej” i konserwantem drogich futer. Wpisany w nową  rzeczywistość Jerzy Pichelski przybył do Warszawy z głębokiej prowincji. Jeden czterech synów piaskarza, nikomu nieznany, piękny mężczyzna.
Był nowoczesnym, dobrze wykształconym aktorem.  W Warszawie ukończył oddział dramatyczny w Konserwatorium Warszawskim.  Bardzo cenił sobie rzetelność i prawdę w swoim zawodzie. Dlatego większość  czasu poświęcał teatrowi, ale to właśnie kino przyniosło mu sławę amanta filmowego.
Debiutował w filmie „Szpieg w masce” przy boku uznanej i ogromnie cenionej gwiazdy- Hanki Ordonówny.  Debiut okrzyknięto udanym. Nie bez znaczenia był fakt, że sam Pichelski objawił się publiczności jako osoba o absolutnie filmowej twarzy. Piękne, regularne, szlachetne rysy twarzy, a przy tym smukła, przystojna sylwetka nie pozwalały zapomnieć skromnego, młodego aktora.  Szczyt jego popularności przypadł na późne lata trzydzieste. Ponoć o jego, iście gwiazdorską twarz, upominał się nawet Hollywood. Jak należy przypuszczać, ogrom planów zniweczyła wojna. W jego wypadku tylko zahamowała karierę na dobrych kilka lat. W czasie wojny brał czynny udział w walce o Warszawę. Działała w AK.
W okresie powojennym znalazł swojej miejsce w innej, teatralnej rzeczywistości. Grywał w teatrach: łódzkim, lubelskim, Teatrze Polskim w Warszawie, a także w filmach m.in.  „Lotna” i „Krzyżacy”.
Syn Jerzego Pichelskiego, Jerzy Junior w wywiadzie,  wspomina ojca jako osobę, która prowadziła niezwykłe życie towarzyskie. Dzięki swojej koleżeńskości był szalenie popularnym kolegą, którego uwielbiano. Dom wiecznie tętniący żywą rozmową, przewijającymi się gośćmi.
„Żył pełnią życia artystycznego (…) pamiętam
go jako łagodnego, wesołego i miłego człowieka (…)”
Na ekranie kreował postacie wyraziste, nietuzinkowe. Ludzi o niezłomnym charakterze i honorze. Osoby często uwikłane w trudne życiowe zależności, osoby pozornie opanowane i powściągliwe, kryjące pod maską niezłomnego człowieka pokłady emocji, namiętności i uczuć. Wzory męskich cnót i rycerskości w stosunku do kobiet. Na scenie jak i w życiu.
Grał prosto, szczerze, po męsku z jedynie sobie charakterystycznym, niezapomnianym urokiem. Czarem, który zachwyca po dziś dzień.
Zmarł na deskach teatru podczas próby do kolejnego spektaklu w wieku 60 lat. Za wcześnie, za młodo, nieodżałowanie.

7 Komentarze

  1. Taka tylko jedna malutka uwaga: Zdjęcie u góry to program kinowy, taka mała broszurka rozdawana przed seansem z obsadą i informacjami o filmie. Plakat do „Granicy” wyglądał trochę inaczej. Proszę, proszę… zawsze mnie zastanawiało, że pan Wajda który tak strasznie nienawidzi przedwojennych aktorów i wszystkiego, co związane z naszą przedwojenną kinematografią zaangażował akurat Pichelskiego. Widocznie ze względu na swoje emploi po prostu doskonale pasował do roli przedwojennego rotmistrza…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.