Plaster

Zepsuł mi się ciśnieniowy ekspres do kawy. Taki starodawny zaparzacz, sprzedawany w „Pożegnaniu z Afryką”. Istotną część zaworu ciśnieniowego, który gdzieś przepadł, zastąpiłam, z powodzeniem, łyżeczką do herbaty.
Wspaniały patent, i nie musiałam wydawać pieniędzy na naprawę.
Zdziwiłam się, gdy po obejrzeniu mojego znakomitego wynalazku znajomy powiedział mi, że właśnie dlatego, w Polsce, nie powinno być elektrowni atomowych.
-Co ma piernik do wiatraka?

 

***
Wydawało mi się, że jestem zaradna i oszczędna, nawet byłam dumna ze swojej pomysłowości. Pominęłam tylko straty energii na wadliwym zaworze. Nie uzmysłowiłam ich sobie po prostu. Koszt naprawy okazał się wielokrotnie niższy, niż straty energii spowodowane wadliwym działaniem sprzętu. Ot i cała oszczędność.
Jako społeczeństwo, jesteśmy mistrzami prowizorek. Mało tego, uważamy je za trwalsze od rozwiązań radykalnych i prawdziwie naprawczych.
***

Znając i wstydząc się powyższego, jak w „olśnieniu schizofrenicznym”, nareszcie zrozumiałam, jak wielką i niezastąpioną rolę, w naszych placówkach służby zdrowia, spełnia PLASTER.Plaster, to nieocenione dobrodziejstwo szpitali i do tego bardzo tanie. Uniwersalność tego dobrodziejstwa jest wprost nie do uwierzenia i nie do ocenienia.Służy do zabiegów specjalistycznych. Przykleja się nim dreny, rurki intubacyjne, worki, kabelki od aparatury, zasłony na stole operacyjnym, oznacza się narzędzia ( te niejałowe) i leki.
Okleja rany pooperacyjne i nie tylko. Uszczelnia ssaki, maseczki tlenowe, nieszczelny sprzęt, cieknące płyny w butelkach. Używa się go do montażu sprzętów szpitalnych. Udoskonala nim niedoskonałe urządzenia.

W zapleczu szpitalnym okleja się wanny, naczynia do sterylizacji, pakiety i zestawy zabiegowe, oznacza się pobrane preparaty i materiał do badań. Plastrem zakleja się nieszczelne okna i wiejące dziury na salach chorych. Domyka się wypaczone  okna, zawiesza kroplówki ( chociaż tu, plaster ustępuje kolejnej zdobyczy techniki-bandażowi). Okleja wenflony, opatrunki, okłady, kompresy.

W toaletach, wdzięcznie służy jako gazetka ścienna z lakonicznymi informacjami dla pacjentów typu: „nieczynne”, „nie kąpać się w wannie”, „prysznic tylko przed wizytą”, „tylko dla personelu”.

Służy jako etykiety do leków i kroplówek, jako zamknięcie do szafek z lekami, jako zakładka do dokumentacji, jako uzupełnienie ubioru personelu ( zamiast guzika), jako identyfikator, jako znacznik w kalendarzu, jako niezastąpiony łącznik rzeczy rozdartych, rozpadniętych, rozerwanych, rozklekotanych, zużytych i generalnie pamiętających czasy, króla Ćwieczka.

Smutną rzeczą jest to, że w latach dziewięćdziesiątych, w szkołach medycznych uczono personel zaradności właśnie taką uniwersalną metodą: Nie wiesz co robić? Użyj plastra. Wtedy było to może uzasadnione, ale stan taki nie może trwać w XXI wieku.

Tę smutną prawdę naszych czasów trudno pozostawić bez komentarza. Można się śmiać, można dyskutować, ale co dalej?

Sytuacja się zmienia, kiedy ty sam leżysz na stole i masz świadomość, że właśnie przystępują do ciebie skądinąd bardzo zdolni, wykształceni i mądrzy, ale w wielkim stopniu, ograniczeni w swoim działaniu lekarze.
Ograniczenia są spowodowane nie tylko ubogością sprzętową, ale również plastrem mentalnym*, który to na ich umiejętności i fachowość nakleja wszechwładny urzędnik.
Tak w ten sposób młodzi, zdolni i sfrustrowani lekarze, ze związanym rękoma, wyjeżdżają za granicę. Nie tylko by godniej zarabiać, ale by godnie pracować, wykorzystując wszelkie możliwe środki i sprzęty, oraz swoją wiedzę do ratowania ludzi.

A sytuacja u nas w kraju pozostaje bez zmian. Chorzy, cierpiący, starsi, ale też i młodzi, biedni ludzie, powiązani plastrem czekają dobrej nowiny. Czekają na rzetelne leczenie, na wyrok i szczęście w nieszczęściu, że ich choroba jest w spisie chorób, których leczenie jest refundowane. Czekają na decyzję urzędnika, czy pacjent będzie mógł być leczony czy nie. Czy jego stan rokuje powrót do produktywności sprzed choroby, by mógł ponownie być przydatny jako podatnik.

Tu, niemający nic wspólnego z medycyną urzędnicy, stają w roli boskiej, decydując na papierze o życiu ciężko chorych ludzi. Zasłaniając się przepisami i prawem, łatwo  uwalniają od wyrzutów sumienia i odpowiedzialności za podejmowane krzywdzących człowieka decyzji.

Mam dla nich jedną cenną radę:

Jeśli bezsenną nocą, wyrzuty sumienia nagle nadejdą, a oczy nie będą chciały im się zamknąć do snu, polecam PLASTER.

*Plaster mentalny- myślenie w kategoriach podpisanych kontraktów, które określają konkretnie ilość, rodzaj wykonanych i refundowanych zabiegów. Myśli o dopasowaniu się do wymogów kontraktu, zaważają na decyzji o sposobie i jakości opieki i leczenia.

Promienny chłopak, Zbigniew Rakowiecki

Nic o tobie nie wiem,

Skąd przywiał ciebie wiatr,

Nie znam twoich zalet,

ani nie znam twoich wad”

*

Służąca panny Janki Treterówny – Marianna miała miły pokoik tuż przy kuchni, jak to zwykle miewają służące. Schludny był i widny, co nieczęsto bywało w zwyczajach prostych dziewczyn.  Haftowany, „maminy” i zawsze krochmalony obrus leżał centralnie na małym stoliku tuż przy oknie. Na nim ramka obciągnięta pokrowcem z szydełkowej, pieczołowicie wykonanej  koronki. Ze zdjęcia, czy w dzień, czy wieczorem, zawsze uśmiechał się Zbigniew Rakowiecki. Młody początkujący aktor.

Marianka namiętnie chadzała do kina. Dialogi i piosenki  z filmów znała na pamięć. Filmy ze Zbyszkiem były najważniejsze i poznane z każdym szczegółem- O! Zobaczcie! Jak teraz się pięknie uśmiechnie! –uprzedzała scenariusz.

Doskonale zapamiętywała wszelkie teksty, a przeczytane książki deklamowała swojej chlebodawczyni z pamięci, zawsze ku jej uciesze. Panna Janka, zadowolona z pracy służącej, widząc jej samorodny talent , posłała ją do szkoły.

Dziecięce marzenia Marianny o szkole i świetnej przyszłości, zawsze niedaleko odbiegały od jedynego, ukochanego chłopca. Często mawiała do panny Treterówny:

-Gdy skończę szkołę, ośmielę się i pójdę pod „Bandę” i spotkam się ze Zbyszkiem Rakowieckim i powiem mu…- Co mu powiesz, dziecino?-z troską pytała panna Janka. Marianka nigdy nie wiedziała, co dokładnie mu powie. Trudno było jej się zdecydować.

„Nic o tobie nie wiem,

A zrobię to co chcesz,

Pójdę aż do piekła

I na koniec świata też”

Życie rozwiązało jej trudny dylemat. Zginęła w Powstaniu Warszawskim. Nawet nie wiadomo gdzie. Pewnego dnia nie wróciła do domu. Poszła za swoimi szkolnymi koleżankami, które zawsze imponowały jej mądrością i urodą. Chciała być taka jak one.  Ponoć była łączniczką, ale gdzie zginęła i co się z nią działo- panna Janka nigdy się nie dowiedziała. Pocieszenia znikąd nie było.  Smutne myśl dręczyły pannę Jankę przez wiele lat. Gdzie zginęła, czy zginęła… Czy zdążyła spotkać się przed śmiercią ze Zbyszkiem Rakowieckim?

I w ogień i gdzie każesz,

Bo muszę tak, bo wiem”

Gdy zaczęła się wojna, Zbigniew Rakowiecki miał dwadzieścia sześć lat. Za sobą kilka bardzo znaczących, artystycznych dokonań.  Stał u progu filmowej kariery. Kilka ról w kasowych filmach sprawiło, że stał się rozpoznawalny i popularny. Prasa zaczęła go zauważać, a krytycy doceniać:

„Dobre oko znawcy miał ten, kto w p. Zbigniewie Rakowieckim, do niedawna jeszcze grotesque – , a później piosenkarzu i „wodewoliście” operetkowym dojrzał aktora dramatycznego. (…)Ma jeszcze chwilami zalękłą twarz (trema!!), ale ze wszystkimi odcieniami roli radzi sobie swobodnie. Za kilkanaście lat, gdy przejdzie w stan podtatusiały T.K.K.T. zaangażuje go do młodych ról, tymczasem mniejsze teatry będą miały z niego pociechę z jego talentu i z jego doskonałych warunków fizycznych na sport-moderne amanta”

Do angażu w T.K.K.T. nigdy nie doszło, ani też Rakowiecki nie miał szansy stać się podtatusiały. Wojna zniweczyła plany każdego, jego również.  Ogłoszona mobilizacja objęła go, a po niej, jako żołnierz AK, walczył w Powstaniu Warszawskim. Zginął przed końcem powstania, rozstrzelany przez Hitlerowców na ulicach Warszawy.

Pozostawił po sobie wizerunek promiennego amanta filmowego. „Szalenie utalentowany i pełen wdzięku”, tak wspomina go Loda Halama.  Inni podziwiali jego taniec. Podobno był jednym z najlepszych „steperów”, ale także wodewolistą,  piosenkarzem, no i aktorem.  Ruch, gest, zawadiacka fryzura i uroda Zbigniewa Rakowieckiego pozostały niezapomniane dzięki zachowanym od wojennej pożogi filmom: „Włóczęgi”, „Papa się żeni”, „Fredek  uszczęśliwia świat”, „Ja tu rządzę”.

 

 

 

Zdjęcie: tumblr.com

Cytat:”Teatry Warszawy 1939″ ,Tomasz Mościcki, Bellona, Warszawa 2009