Toast

Ustępujący 2012 rok przyniósł, jak zwykle, wiele wydarzeń.

Miał być ostatnim w dziejach ludzkości, ale chyba „pyszałkowaty człowiek” w swoich obliczeniach pomylił się i tym razem. Tak więc życie, dzięki Bogu, toczy się dalej i znów daje nam szansę na realizacje marzeń. Czyż to nie szczęście?

Dla mnie ten rok był niezapomniany i obfitujący w wiele niesamowitych, ale niekoniecznie szczęśliwych wydarzeń. Jednym ze wspanialszych przeżyć minionego roku było zdobycie nagrody Bloga Roku 2011 roku w kategorii Kultura i to poczytuję sobie za niewątpliwy, wspaniały sukces. Tego roku także miałam możliwość obcowania z nietuzinkowymi wspaniałymi ludźmi. Nie sposób jest wymienić wszystkich; rodzinę,przyjaciół, koleżanki z pracy, blogerów, czytelników, motocyklistów, ludzi kultury, wszystkich życzliwych, którzy pokrzepiali słowem.

Dzisiaj taki dzień, że prócz życzeń „Dosiego”, zacytuję kilka słów Juliana Tuwima na temat „Toastu”:

„Ogólnie przyjęte jest „daj Boże zdrowia!”- ot, poczciwe i zrozumiałe w związku z nieszkodliwością alkoholu życzenie. Natomiast często stosowane przy piciu „do widzenia!” nasuwa smutne i poważne refleksje. Pożegnanie? Ostatni kieliszek? Nie! Zaraz będzie następny i pijacy znów się przywitają. A więc „gloryja! Niech się ta wódeczka wypija!”, jak słyszałem pod Krakowem.„

Parafrazując, ostatni post… Pożegnanie? Nie! Zaraz będzie następny i blogerzy znów się przywitają. W nowym 2013 roku.

Wszystkiego dobrego, wszystkim!!!!

Boska uroda, czarcie serce- Igo Sym

 

Wspomnienia Baśki Borkowskiej:

Była chwila, kiedy przed wojną poczułam się jak Kopciuszek, który przyjechał z prowincji do Warszawy i został wybrany spośród tysiąca.


Dokładnie nie pamiętam, w którym to było roku. Chyba w 1937. Przyjechałam ze Skierniewic w poszukiwaniu pracy. Dobra ciotka obiecała stancję i oprowadzenie po stolicy. Kupiła bilety do znanego teatru rewiowego: „Hollywood”. Zawsze kupowała miejsca w pierwszych rzędach- że niby głucha.


W teatrze oczy wychodziły mi z orbit. Z emocji oczywiście. Tyle tu było koloru, gwaru, wesołości. Wszystko mi się niezmiernie podobało. Ulotką z programem zasłaniałam sobie buzię, żeby nikt nie widział jak ją rozdziawiam w zachwycie.


Występ Igo Syma zapamiętam do końca życia. Takiego cudownego mężczyzny z gładkim liczkiem i przeszywającym spojrzeniem. Od samego początku, kiedy tylko wyszedł na scenę, miałam wrażenie, że patrzy się na mnie. Nie umiałam znieść tego spojrzenia i wierciłam się na krześle, rozglądając na boki. Kobiety w pierwszych rzędach szalały. Teraz już wiem, czemu ciotka siadywała właśnie tu. On jednak wyraźnie patrzył na mnie.

Był cudny, we wzorowo skrojonym smokingu. Zszedł ze sceny nonszalanckim krokiem, i podszedł do mnie. Całkowicie zgłupiałam. Wziął za rękę, zaprowadził na scenę i śpiewał. „Na całe życie, moja ty jedyna, serce ci oddaje” Tylko dla mnie. Stałam tak i ściskałam swoje rękawiczki tak silnie, że pobielała mi skóra na kostkach palców. Bawił się moim kosztem, czy też chciał, żebym się czuła wyjątkowo? Nie wiem. Czułam się wyjątkowo. Brawa także były ogromne. Dostałam zdjęcie z podpisem, pocałunek w rękę i to spojrzenie spod brwi, które wwierciło mi się aż do szyszynki.

To było piękne, dziewczęce wspomnienie, które na długo zapadło mi w pamięć.

Słysząc wiadomości z okupowanej Warszawy o moim bożyszczu, że okazał się być hitlerowskim agentem, szybko podarłam pieczołowicie przechowywane zdjęcie. Chciałam wyrzucić na dobre wspomnienie o jego pięknych oczach. Nawet czułam się trochę winna, że się w nim podkochiwałam.

Skąd mogłam wiedzieć, że był zdrajcą? Diabeł często przyjmuje anielską postać…

*

Igo Sym rzeczywiście zdobywał sobie publiczność przez bardzo nowatorski kontakt, zwłaszcza z częścią damską publiki. Śpiewanie dla jednej osoby z widowni, czy wyprowadzanie osoby z pierwszego rzędu na scenę, były częstymi trickami w jego występach. Publika to uwielbiała. Właśnie dlatego wykorzystywano jego popularność obsadzając go w rewiach lat trzydziestych. Jego nazwisko przyciągało płeć piękną, dlatego dyrektorzy teatrów dbali, aby na afiszach istniało, pisane dużą czcionką nazwisko: Igo Sym.

Rzeczywiście, nie można mu było odmówić urody ani wdzięku. Budził tym serdeczną niechęć co bardziej zazdrosnych kolegów z branży. „Drewniany amant” mawiali o nim złośliwi, mniej urodziwi aktorzy.

Inni uważali go za dobrego, uczynnego kolegę. Tadeusz Wittlin pisał o nim: „ (…) wybitnej urody, postawny brunet, jest inteligentny, wykształcony, oczytany i płynnie włada kilkoma obcymi językami. Jego świetna znajomość niemieckiego ułatwia mu udział w niemieckich filmach dźwiękowych i Sym często wyjeżdża do Berlina, gdzie nagrywa komedie muzyczne. W prywatnym życiu jest czarujący, gdyż umie bawić rozmową, ma wrodzony dowcip, gra na fortepianie, śpiewa, nawet jodłuje z tyrolska, uprawia sporty, jest mistrzem bilardu i zna mnóstwo sztuczek magicznych, czym chętnie się popisuje. Nie może tylko pochwalić się aktorskim talentem, lecz ten brak nadrabia urodą. Złośliwi nazywają go pięknym statystą”.

W Warszawie uchodził za aktora światowej sławy. Taką opinię zapewniły mu występy w nieniemieckojęzycznych produkcjach filmowych oraz bliska relacja z największą sławą Europy- Marleną Dietrich. Romans z gwiazdą światowego formatu zapewnił mu prestiż nowoczesnej „celebryckiej” gwiazdy. Dowodem na zażyłość pomiędzy kochankami stał się dziwaczny podarunek, który Igo ofiarował Marlenie; piła grająca, która obecnie znajduje się w muzeum Dietrich.

Pobyt w Niemczech skutkował nie tylko rozwojem kariery aktorskiej, ale również tajnej współpracy z przyszłym okupantem. Początkowo miała ona charakter konspiracyjny.

Wittlin znów wspominał:

„ Przyjechał z Berlina, gdzie ukończył nagrywanie filmu i proponuje większą popijawę w knajpie. (…) Pogadamy wreszcie po polsku. Szwabskiego szwargotu, jak mnie zapewnia Igo, ma już powyżej uszu. W Gastronomii na rogu Alei Jerozolimskich i Nowego Światu Sym po paru wódkach z oburzeniem opowiada o buńczucznym nastroju Niemców i klnie na Hitlera.„Kot” rzuca półżartem, że kto wie, czy za sto lat ludzie o Hitlerze nie będą mówili tak, jak dziś mówi się o Napoleonie…

-Wykluczone! -woła Sym zaperzony i ze złością uderza pięścią w stół aż dzwonią kieliszki. -Napoleon burzył, ale również wiele zbudował, podczas gdy Hitler potrafi tylko niszczyć!”

Po przyjeździe z Niemiec Igo zachwycał publiczność występami. W cyrkowej rewii partnerował swojej dawnej sympatii -Hance Ordonównej. Sempoliński zachwycony jego sprawnością pisał: „zdolny jest wykonać na trapezie pod sufitem karkołomne produkcje gimnastyczne ze swobodą zawodowego akrobaty, nie przestając być miłym piosenkarzem i zabójczym amantem.”

Jakież było zdziwienie wielu, kiedy po wybuchu wojny z „najmilszego chłopca Warszawy, czarującego Igo Syma” stał się folksdojczem paradującym po stolicy z „opaską hitlerowca na rękawie”.

„Trudno mi w to uwierzyć. Pisał Wittlin. Z Symem przyjaźniłem się blisko i zawsze miałem o nim najlepsze pojęcie jako o uczciwym Polaku.

-Może tylko pracuje jako tłumacz-próbuję go bronić-ponieważ świetnie zna niemiecki. Kondrat parska śmiechem i dobija mnie:

-Sypie kolegów, których nie lubił. (…)”

Fischer mianował go dyrektorem teatrów jawnych. Stał się odpowiedzialny za repertuar i werbowanie aktorów. Werbowanie było o tyle trudne, że ZASP wydał aktorom zakaz występowania. Sym zdobywał aktorów rożnymi sposobami, nierzadko uciekał się do szantażu, zastraszania i denuncjacji.

Taka działalność budziła tylko złe emocje. Kontrwywiad Okręgu Warszawa rozpracowywał jego działalność. Wyrokiem sądu podziemnego został skazany na śmierć za wrogą działalność przeciw Narodowi Polskiemu. Wyrok ten wykonała grupa AK, tzw. „Zakład Oczyszczania Miasta”, dnia 8 marca 1941 roku.

Śmierć Igo Syma była szokiem nie tylko dla hitlerowców, ale dla całej społeczności stolicy. Był to jednocześnie sygnał dla wszystkich aktorów łamiących zakaz występów, czym może skończyć się ich samowola.

Żałoba wprowadzona przez Niemców była okazją do „pokazówki” agitacyjnej. Władze niemieckie w odwecie za śmierć aktora rozstrzelały dwadzieścia jeden osób, uwięziono ponad sto i wprowadzono godzinę policyjną. Zamknięto wszelkie przybytki okupacyjnej „kultury”. Rozesłano listy gończe za podejrzanymi aktorami. Hitlerowcy nie znaleźli już tak godnego następcy Syma.

Zdrajcy zwykle zapadają w niepamięć. O tym, konkretnie, mówi się do dziś. Sprawa z Igo Symem w roli głównej jest tak oczywista, że nikt nie próbuje go wybielić, wytłumaczyć, czy analizować jego argumentacji.

Pytanie: dlaczego?- pozostaje bez odpowiedzi.

Dla ulotnej sławy, władzy, pieniędzy, czy może dla wszystkich powodów naraz, a może tylko ze słabości?

Może ktoś podpowie…

Bibliografia:

Tadeusz Wittlin, „Pieśniarka Warszawy”, wydawnictwo Polonia, Warszawa 1990,

Ludwik Sempoliński, „Wielcy artyści małych scen”, Czytelnik Warszawa, 1977,

Roman Dziewoński, „Dodek”, Łomianki 2010,

Sławomir Koper, Życie prywatne elit artystycznych, Bellona Warszawa 2010

Źródła zdjęć:

vistual-history.com,

marlenadietrich.blox.pl

PAP/CAF: obwieszczenie niemieckie