Władysław Grabowski- baron na scenie

-Tym razem -panie fryzjer- proszę przerzucjic mi loki na drugą stronę, i w końcu- panie fryzjer- okielznaj pan moją burzę wlosów-

Panie, tak lubiłem jak on do mnie przychodził. Sypał kawałami jak z rękawa. Moja koleżanka Lodzia, nie mogła przy nim pracować. Mówił jej komplementy i miny do niej stroił.  Zaraz się czerwieniła i przypalała loki żelazkiem. Nawet powiedział, że gdyby nie był taki stary to…  reszty nie dosłyszałem bo je na ucho powiedział, a biedaczka zaczerwieniła się jak piwonia.Oj kobietki go lubiły.

Przyznam się, że niewiele wiem na temat prywatnego życia Władysława Grabowskiego. Informacje na ten temat są szczątkowe, bądź żadne. W ostatnich latach nie wyszły żadne wspomnienia o aktorze. Być może, znajdują się jakieś w wielkich archiwach muzeum, czy teatrów, starych gazetach i broszurach. Trudno jednak się do nich dostać. Byłabym nawet wdzięczna, gdyby ktoś wzbogacił moją wiedzę, na temat mojego ulubionego aktora.

Urodził się pod konie XIX wieku. Z moich poszukiwań wynika, że pochodził z rodziny szlacheckiej z wielkimi tradycjami. Był potomkiem Członków Sejmu Wielkiego.

Otrzymał aktorskie wykształcenie w Klasie Dramatycznej Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego. Grywał dużo w tetrze scen Łódzkich i Warszawskich. Zdarzyły się także występy w Petersburgu.

 W czasach, gdy kino w Polsce jeszcze mocno raczkowało, Grabowski był już angażowany do pierwszych produkcji filmowych. Były to produkcje kina niemego. Kina, które wbrew pozorom różniło się od zwykłej gry w teatrze, a także gry w filmach z późniejszych lat.

Aktor grał gestami, twarzą, przerysowaną mimiką, wręcz karykaturalną postawą. Emocje i zdarzenia, musiały być przedstawiane definitywnie i jednoznacznie.

Był lubianym i stałym bywalcem towarzyskiej śmietanki. Nie stronił od wykwintnego towarzystwa artystycznej bohemy, lubianym, bo rubasznym i skorym do żartów.. Był znanym i stałym bywalcem warszawskich lokali.

Z kinem zbratał się od samego początku. Swoje pierwsze kroki nac kinowym ekranie, stawiał jeszcze za czasów kina niemego. Tak aktor wspomina swoje pierwsze lata kina:

„Pamiętam pokój przy ulicy Rymarskiej w Warszawie. W tym jednym jedynym pokoju mieściło się filmowe atelier. My, aktorzy, byliśmy wtedy charakteryzowani naprawdę dziwacznie. Najpierw na fioletowo, potem na żółto, a potem jeszcze na kolor cielisty. Kiedy to było? W 1908 roku… (…) Było to coś w rodzaju komedii del arte. Reżyserowano wówczas w szybkim tempie. Parę dni film był gotowy.(…)

Najzabawniejsza była gra aktorów. Ich miny, grymasy, gestykulacja śmieszą nas dziś niezmiernie, gdy oglądamy na ekranie film z tamtych czasów. Wtedy to było na porządku dziennym, inaczej się w ogóle nie grało, gestykulacja zastępowała słowo mówione, a napisy wyjaśniały treść tylko w trudniejszych do zrozumienia miejscach. Aktorkom musiały falować piersi, to był warunek konieczny. Ze wzruszenia, z miłości, ze smutku, czy też bólu. Oczy musiały być bardzo duże. Od wielkości ich zależał wielkość gaży…

Wtedy wszystko trzeba było robić samemu. Obecnie mamy dublerów, którzy zastępują nas w bardziej ryzykownych wyczynach. Pamiętam jak sam wdrapywałem się na wysoki młyn. No- ale było się młodszym…” („W starym polskim kinie”, Stanisław Janicki, KAW, Wa-wa 1985)

 W niemych filmach Grabowski miał większe role : „Studenci” (1916), „Cud nad Wisłą” (1921), „Trędowata” (1921).

Gdy nastała nowa era filmu dźwiękowego, aktorzy zyskali inną twarz i dopełnienie swojego wizerunku w postaci głosu. Jednym to poszło „na zdrowie”, drugim zamknęło drogę kariery. Władysław Grabowski stał się aktorem charakterystycznym, głównie komediowym.

Przez całe życie zachował szczupłość i ten sam charakter sylwetki. Głowę nosił dumnie, wysoko, arystokratycznie. Kroczył zawsze powoli i dostojnie ( z wyjątkiem sceny z niesfornym, tytułowym Wacusiem, którego grał Adolf Dymsza). W komediach prezentował zawsze typ szlachcica. Potrafił do swojej sfery podejść z wielkim dystansem i nawet krytycyzmem. W filmie „Dorożkarz nr 13” zagrał hrabiego, który straciwszy majątek i żyjący w skrajnej nędzy, przyjmuje się na „kamerdynera” dorożkarza- szczęściarza.

Znakomity komediowy duet tworzył razem z Mieczysławą Ćwiklińską w filmach” Czy Lucyna to dziewczyna” , „Dodek na froncie”, „Ja tu rządzę”, oraz „Wacuś”. W kreacjach komediowych można go było zobaczyć w takich filmach jak: „Mój papa się żeni”, „dwie Joasie”.

Uwielbiam jego styl gry, świadomy, dowcipny, pełen dystansu, zwłaszcza do siebie. Jego role zawsze były sympatyczne i pełne uroku. Śmieszne, ale nie pozbawione tej arystokratycznej elegancji, czasem nonszalancji.

W czasie wojny występował sporadycznie w teatrze jawnym. Po wojnie wystąpił w dwóch filmach: „Dwie godziny:, „Skarb”.

Reszta pozostaje moim milczeniem, gdyż, tu powstają kolejne luki w moich wiadomościach. Pewnie nastanie nowego systemu w powojennej Polsce, a uprzednio wojna, tak jak innym aktorom, przetrąciły aktorski kręgosłup. Nie wiem, co się z nim działo podczas wojny, co robił i jak ją przeżył…

Przeglądając zdjęcia z internetowej bazy, natrafiłam na pozowanefotografie aktora w podeszłym wieku. Myślę, że teatr, sztuka pozostały dla niego ważne na zawsze.

Władysława Grabowskiego pochowano na warszawskich Powązkach w Alei Zasłużonych.

Bibliografia:

„W starym kinie” Stanisław Janicki, KAW, Warszawa, 1985 r

„Życie prywatne elit artystycznych Drugiej Rzeczypospolitej”, Sławomir Koper, Bellona, Warszawa, 2010

Prywata urodzinowa -wiosna

Od mojej Mamy poetki otrzymałam urodzinowy wiersz..

 

Odradza się

nagością drzew błyszcząca

pastelem kolorów przytulona

do ziemi

kiełkuje w głębi ziaren

co uśpione kołysała biel

tak oczywista a tak

inna

świeżością dzieła, które stwarza

czeredą uderza w okna i oczy

ociężałe myśli

kieruje na słoneczną stronę

Zapomniana kobieta-Ina Benita

 Osoba osnuta legendą, jak większość gwiazd kina lat trzydziestych. Wielka sława, zaszczyty, bogactwo i upadek spowodowany wybuchem wojny. Niby szkielet życiorysu ten sam, a jakże inne losy i inne reakcje na otaczająca rzeczywistość. 

Sławę Iny Benity przygasiła wojenna zawierucha, nadając tej sławie inny, negatywny oddźwięk. Pamięć o niej zadeptano, bo w oczach wielu, dopuściła się zdrady. Jej historia zaczęła się na wschodzie. Urodziła się prawdopodobnie w Kijowie. To co skrzętnie ukrywała, a co stało się jej największym wojennym lękiem, to dziedzictwo krwi żydowskiej, po babce.

 Do Polski przyjechała z paryskich szkół wraz z ojcem pod koniec lat dwudziestych. Prawdziwe nazwisko Janina Bułhak zamieniła dla potrzeb sceny, na bardziej filmowe-Inę Benitę. Jej uroda skazała ją na sukces w branży teatralno-filmowej. Miała bardzo wyraziste rysy twarzy, mocno zarysowane kości żuchwy, szeroki uśmiech, duże, ładne, białe zęby, spojrzenie kota. Była naturalną szatynką, ale to „ złociste włoski i uśmiech boski” spowodowały, że stała się najpiękniejszą z gwiazd polskiego dwudziestolecia wojennego. Bo jak wtedy, tak i pewnie teraz „ mężczyźni woleli blondynki”.

 

 

W Polsce ukończyła aktorską szkołę dramatyczną i zaraz później dostała angaż. Z początku były to małe rólki rewiowe. Rozwojowi kariery aktorki pomagały obyczajowe skandale, w których grała role nie tylko drugoplanowe. W każdym razie pomagały one w wybiciu się z tłumu młodych pięknych aktoreczek.

 Jej oryginalna, oczywista uroda została zauważona wkrótce, co zaowocowało angażem do filmu „Puszcza”, potem główną rola wraz z Eugeniuszem Bodo w filmie „Jego ekscelencja subiekt”. Potem role posypały się szczodrze. Partnerowała takim męskim sławom kina, jak wspomniany już Eugeniusz Bodo, Aleksander Żabczyński, Adolf Dymsza, Ludwik Sempoliński, Franciszek Brodniewicz, Władysław Grabowski, Antoni Fertner i innym. Musiała stawiać czoło porównaniom do innych zdolnych i sławnych aktorek, takich jak Lena Żelichowska, która grywała podobne typy bohaterek i nawet była z urody nieco podobna do Iny. Benita zagrała w szesnastu filmach, w których większość ról, były rolami głównymi. Prasa rozpisywała się o niej w bardzo pochlebny sposób:

 „Stworzyła pewien określony, atrakcyjny typ postaci. Piękna, piekielnie zgrabna, zwinna, o kocich ruchach, ekscentryczna wampirzyca. Swojska-kobieta demon (…)” (ODEON Stanisława Janickiego „Ina Benita” RMF Classic)

 W szczycie jej kariery, życie prywatne również trzymało wysoką temperaturę. Podobała się mężczyznom, dlatego do 1939 roku, była już dwukrotnie zamężna. Pierwszym mężem był Jerzy Dal-Atan, aktor i reżyser, ale ten związek zakończył się skandalem powiązanym pośrednio z pracą nad filmem „Hanka”. Mąż Iny związał się w tajemnicy z Jagą Borytą, narzeczoną Zbigniewa Staniewicza, który zaraz potem odebrał sobie życie . Drugim mężem stał się Stanisław Lipiński operator filmowy. Razem z nim wkroczyła w trudny czas okupacji. Razem z nim również wyjechała ze stolicy do Lwowa, na wezwanie zrzeszenia aktorów, wzywającym do bojkotu scen. Szybko jednak powróciła, ale bez męża, jednocześnie porzuciwszy propozycje pracy nie związanej z aktorstwem.

 Trzeba tu zaznaczyć, że większość polskich aktorów zbojkotowała teatry jawne, parając się innymi zajęciami. Wiele aktorek pracowało jako kelnerki. Słynna była kawiarnia „U aktorek”, w której podawały min. Mieczysława Ćwiklińska, Helena Grossówna, Maria Malicka. Benita wybrała swoją drogę, występują z innymi zdeklarowanymi aktorami w teatrach jawnych. Poziom tych teatrów był daleko inny, niż tych w wolnej Polsce, a cel, przede wszystkim propagandowy. Z relacji nielicznych świadków wynika, że Ina nie stroniła od towarzystwa okupantów. Chętnie przyjmując ich pod swoim dachem:

 ”Oblężenie w roku 1939 przeżyliśmy na Konopczyńskiego, gdzie m.in. stacjonowała podchorążówka saperów. Kiedy Warszawa skapitulowała, na placyku dokładnie naprzeciw okien Benity wykopano wielki dół, w którym złożono, dobrze zabezpieczoną i opakowaną broń, a głównie granaty. Nie trzeba było długiego okresu czasu, kiedy wszyscy zauważyli, że do lokatorki na parterze zaczynają przychodzić z wizytami oficerowie niemieccy. Wszyscy byli zaszokowani, kiedy któregoś dnia na placyk, na którym była zakopana broń, zajechał oddział SS i wykopał wszystko. Wszyscy mówili, że to za sprawą Benity. „ ( Stanisław Iłowiecki, Plus Minus, Ina Benita i Niemcy, 05.08.2000)

 Pewnym faktem jest to, że Benita zakochała się w jednym z oficerów Wermachtu, z którym wyjechała do Niemiec. W 1944 tuż przed Powstaniem Warszawskim powróciła do Warszawy. Nikt nie wie dlaczego. W międzyczasie wykryto jej „żydowską krew” i oskarżono o „ pohańbienie rasy niemieckiej” w związku z jej planami małżeńskimi z oficerem Wermachtu.

  Aresztowano ją, osadzając na Pawiaku. Podczas aresztowania Ina Benita była w ciąży. W więzieniu urodziła synka, który pomimo trudnych, tragicznych warunków, przeżył. Tuż przed powstaniem, może za przyczyną wpływowych jeszcze przyjaciół, została uwolniona. 

 Cóż było jej po wolności, kiedy nie miała się gdzie podziać. Warszawa była już zrujnowana. Podobno chciała się wydostać z okupowanej Warszawy. Znalazła się jednak w centrum piekła, z którego nie sposób było się wydostać. Wiadomości o jej śmierci są niejasne i owiane tajemnicą. Ktoś gdzieś ją widział, ktoś twierdzi, że zginęła od granatu:

  „Wtedy właśnie widziałam ją po raz ostatni. Zupełnie nie zdawała sobie sprawy z zagrożenia. Usiłowała nucić operetkowe arie. Od czasu do czasu śmiała się do łez. Niewątpliwie po stracie dziecka, które z wycieńczenia zmarło w ramionach matki, popadła w obłęd. Baliśmy się, że jej głośne zachowanie może zwabić czatujących na powierzchni Niemców, ale nagle zniknęła. Nie wiem, czy zatruła się oparami, czy też utonęła. Pewne jest, że w przeciwieństwie do życia śmierć miała bardzo niefilmową.” ( Tomasz Zbigniew Zapert, Plus Minus, Długowłosa blondynka o przenikliwym spojrzeniu, 29.07.2000) 

 Nie chcę ocenić tej postaci i nawet próbować nie będę. Przeżyła wachlarz rozmaitych zdarzeń od bycia na piedestale sławy, aż po zimną posadzkę wojennego Pawiaka. To bardzo wiele. Wiele aż na tyle, że prawie nieprawdopodobne, niemal wyjęte z niesamowitej powieści. Opowiadanie stworzone jej życiem, stawiało ją w wielu niecodziennych sytuacjach, które zwykłemu człowiekowi się nie zdarzają. Stawiało ją wciąż przed trudnymi decyzjami i konsekwentnie punktowało jej wybory. To czym być może zawiniła w życiu, a co zarzucają jej niektórzy: kolaborację z okupantem, brak współczucia, samolubstwo, nieliczenie się z innymi, odkupiła ogromnym nieszczęściem ostatnich chwil życia. Bezradność, bezbronność, beznadzieja, a jednocześnie matczyna miłość, która wiodła ją ku końcowi jej życia. Czyż one nie mogą wygładzić szorstkości w traktowaniu, z jaką spotkała się jej osoba dotychczas.

Bibliografia: Stanisław Janicki Odeon, RMF Classic Marcin Szczygielski, Na śmierć zakochana w życiu, Bluszcz, 24.o9.2010 Tomasz Zbigniew Zapert, Blondynka o przenikliwym spojrzeniu, Plus Minus, 29.07.2000 Stanisław Iłowiecki, Ina Benita i Niemcy, Plus Minus, 05.08.2000 i Inne