Eugeniusz Bodo-reaktywacja

 

wpid-wp-13973140432862Krakowskie Przedmieście, 1937 rok

Cukierniany gwar, szczęk naczyń, zapach waniliowych kremów odurza stałych bywalców. Zakochane pary, dzieci z umorusanymi od słodkości buziami, starsi panowie sączący „pół czarnej”, wsłuchują się w tony niegłośnej muzyki płynącej z adapteru.

Do lokalu wchodzi elegancki jegomość z psem o rozmiarach niewielkiego konia. Bydlątko nikogo nie przeraża, wręcz nie robi na obecnych żadnego wrażenia. Sprzedawczyni uśmiecha się promiennie, dając koleżance znaczącego kuksańca w bok. Teraz obie uśmiechają się do gościa.

Jesienno-zimowa aura sprawia, że elegant ubrany jest w markową pelisę z postawionym kołnierzem. Nosi także kapelusz z szerszym rondem. W powietrzu zapach waniliowych ciastek mąci francuska perfuma. Zapach luksusu. Przybysz jedną ręką zdejmuje kapelusz, drugą kontroluje stan swoich mocno nabłyszczonych, idealnie zaczesanych do tyłu włosów. Obdziela szczerym uśmiechem sprzedawczynie. Podchodzi do lady i zamawia dziesięć sztuk ptysiów z różowym kremem. Rzuca żarcik, anegdotkę o swoim małym Sambo (piesku), który zjada na śniadanie ludzi. W cukierni panuje ożywienie. -Bodo! Bodo!- niezbyt cicho powtarzają do siebie obecni.

Przyzwyczajony do takiego zachowania innych, Bodo kłania się uprzejmie i podąża do drzwi.

Tuż przed drzwiami zatrzymuje się i odwraca.

- Zapomniałem kupić jednego ptysia. Źle policzyłem osoby.

-Jak to? Mówił pan, że będzie dziesięć osób.

- Sambo jest jedenasty.

Młoda dziewczyna podaje osobny pakuneczek psu do pyska. Bodo i jego psina wsiąkają w jesienną pogodę.

*

Eugeniusz Bodo znany szerokiej przedwojennej publiczności jako elegancki mężczyzna, człowiek sukcesu, amant kina, bożyszcze kobiet, ale także nowoczesny celebryta i biznesmen. Dzisiaj, z perspektywy czasu i w kontekście jego wojennych losów, postrzegany jest jako tragiczna ofiara historycznej zawieruchy.

Rzeczywiście jego biografia, choć krótka, jest niezwykła i obfituje w wiele ciekawych zdarzeń.

Od najmłodszych lat mały Gienio, ruchliwy i wesoły chłopiec, był przyzwyczajony do dalekich podróży, które odbywał wraz z rodzicami. Ojciec Teodor był propagatorem sztuki filmowej. Dlatego ze swoim objazdowym kinem, wędrował po całej Azji. Dotarł nawet do Chin i Persji. Prezentował nowoczesne, jak na tamte czasy, prekursorskie rozwiązania techniki filmowej.

Decyzją ojca, po wielu latach tułaczki, rodzina Junodów osiedliła się w Łodzi. Tu także ojciec Gienia otworzył kino- Urania. Jedno z pierwszych w Polsce. Nie było to zwykłe kino. To było miejsce spotkań towarzyskich, gdzie prócz wyświetlania filmów prezentowano bogaty wachlarz kulturalnych wydarzeń.

Matka marzyła, że mały Gienio kiedyś zostanie lekarzem, ojciec natomiastprzewidział dla niego karierę handlowca.Nasz bohater zaś miał zupełnie inne plany i zamierzenia. Chciał zostać aktorem i na scenie widział swoją przyszłość. Przystąpił bardzo wcześnie do realizacji celu, choć aktorskie wykształcenieuznał za zbędne.

Nie godząc się z decyzją rodziców, uciekł z domu, poświęcając się pracy w prowincjonalnych teatrzykach. Zmienił rodowe nazwisko -Junod, na BoDo, powstałe ze zlepku pierwszych sylab swojego imienia ( Bogdan) i imienia matki (Dorota). Zachwycił się atmosferą kabaretów. Miał niesamowite wyczucie publiczności. Bardzo szybko został zauważony i zaangażowany do najlepszego w tym czasie kabaretu warszawskiego „Qui pro Qou” . Stąd był już tylko krok do kariery. Popularność na miarę dzisiejszych czasów przyniosły mu role w filmach dźwiękowy. Głównie w komediach. Najważniejszymi z nich były: „Czy Lucyna to dziewczyna”, „Piętro wyżej”, „Książątko”, „Jego ekstelencja subiekt”, „Jaśnie pan szofer”, „Pieśniarz Warszawy”.

To komedie spowodowały, że stał się popularny, jednak jego marzeniem i ambicją było grać postaci tragiczne. Role trudne do zagrania i ambitne, np. w filmie „Kłamstwo Krystyny” gdzie zagrał okrutnego, pozbawionego wszelkich ludzkich odczuć stręczyciela.

Mimo, że był najbardziej znanym aktorem w Polsce, nie miał w sobie nic z gwiazdorstwa. „Pozornie niezgrabny, z lekka korpulentny, przysadzisty, na tle Brodzisza, czy Żabczyńskiego, prezentował się nieco gorzej. On jednak miał w sobie urok, „dużo szelmowskiego wdzięku” i magnetyzm wprost nie do uwierzenia.

Miał zamiłowanie do pięknych strojów i toalet. Ubierał się szalenie elegancko i szykownie. Na balu w hotelu Europejskim w 1936 roku zdobył tytuł „Króla Mody”. Bardzo chętnie przyjmował propozycje reklamowania odzieży. Flauszowe marynarki firmy „Old England”, pantofle od Kielmana, krawaty Chojnackiego, czy kapelusze Młodkowskiego, wszystko w najwyższym gatunku prezentował z przyjemnością. Uwielbiał wykwintne restauracje. Lubił wystawne kolacje w najsławniejszych lokalach Warszawy.

Razem z Brodziszem zawiązał spółkę producencką. To pozwoliło mu na realizację zamierzeń filmowych, o których zawsze marzył.

Życie prywatne Bodo nie obfitowało w skandale obyczajowe i szaleństwa towarzyskie. Mieszkał z matką i po burzach młodości bardzo cenił sobie jej towarzystwo i przyjaźń. Pani Jadwiga miała bardzo twarde zasady moralne i w takich wychowywała syna, nawet wtedy, gdy ten miał grubo po trzydziestce. Ojciec umarł w 1928 roku nie mając możliwości cieszenia się sukcesami syna.

Bodek cenił sobie raczej spokój i domową atmosferę. Lubił robótki domowe, nawet wyszywał makatki z koralików, którymi obficie obdarowywał znajomych. Pasjonował się filatelistyką. Miał bogaty zbiór unikatowych znaczków, posegregowanych w klasery, oprawionych białą skórą. Był wysportowany. Chodził na lekcje boksu i fechtunku. Zdał kurs na szofera. Lubił herbatę i podobno, ptysie z kremem.

Był człowiekiem bezkonfliktowym, choć posiadał dość nerwowy charakter o cechach choleryka. Szybko wybuchał, szybko mu przechodziło. Nie żywił urazy. W obyciu był miły, elokwentny z poczuciem humoru i skorością do żartów. W pracy dokładny, obowiązkowy, wymagający. Generalnie jednak, człowiek o gołębim sercu.

Zawsze elegancki, a do kobiet szarmancki, przyjaciołom oddany.  W sprawach sercowych, jak na bożyszcze tłumów, nietypowy. Gustował w skromnych dziewczynach, ale kochał raczej incydentalnie. W środowisku filmowym niechętny był do romansów. Łączono go jedynie z aktorką o dość oryginalnej urodzie: Norą Ney. Chodziły słuchy, że uwielbiał kobiety o ciemnej skórze. I jakby na potwierdzenie tej teorii można przytoczyć fakt romansu jego życia z gorącą pięknością z Wysp Bora Bora- Reri, a właściwie Anną Chevalier. Była to aktorka, która znalazła się w Warszawie dzięki promocji filmu „Tabu” produkcji niemieckiej. Film ten, pomimo rozpaczliwych zabiegów ratowania, zaliczył klapę, a młoda Reri pozostawiona w wielkim świecie, potrzebowała ratunku. Pomocną dłoń podał jej właśnie Bodo, ponoć zakochany w niej od pierwszego wejrzenia. Spisał z nią kontrakt opiewający na sześć tysięcy złotych i futro. Tak zaczęła się ich współpraca zawodowa i prywatna. Ona uwielbiała się bawić, kochała lalki i pajacyki, on pracę i scenę. Niepohamowany pociąg Reri do trunków wyskokowych i niechęć matki aktora do ciemnoskórej piękności, zniweczył ich nieśmiałe plany małżeńskie. W 1935 roku Anna Chevalier wyjechała z Polski do Berlina i nigdy już nie powróciła, a Bodo nie powrócił do myśli o małżeństwie.

W czasie wojny Eugeniusz wraz z zespołem Henryka Warsa, występował jako śpiewak, aktor i konferansjer we Lwowie. Znakomita znajomość języka rosyjskiego umożliwiała im kilkukrotne tournee po ZSRR (Charków, Kijów, Moskwa). Z początku lwowska atmosfera sprzyjała występom, co bardzo zachęcało polskich aktorów, a tournee dawało poczucie bezpieczeństwa. 

 

Wszędzie przyjmowany był przyjaźnie i należycie dla swojej sławy. Nawet nie wiedział, po jak cienkim lodzie stąpa i jak bardzo krucha jest jego pewność bezpieczeństwa. Należy przypomnieć, że Eugeniusz Bodo było w połowie Polakiem, w połowie Szwajcarem i to miało dać mu bezpieczeństwo u Niemców, a także i Rosjan. Wkoło roiło się od agentów, którzy donieśli gdzie trzeba, że Bodo zaplanował emigrację do USA. To wystarczyło wystarczyło.

Uznano go za szpiega i natychmiast aresztowano. Zrobiono to tak szybko, że słuch o nim nagle zaginął. Nikt nie wiedział, co się z nim stało. Było kilka wersji. Wiele osób przysięgało, że widziały moment egzekucji Bodo we Lwowie. Dzięki świadectwu więźnia, z którym Eugeniusz rozmawiał wiemy, że wywieziono go do Moskwy, potem do Kotłasu. 26 czerwca skazano go na 5 lat więzienia. Nazwano go elementem szczególnie niebezpiecznym. Informacje o jego losie były nierzetelne i często wykluczające się. Nikt też nie chciał się przyznać do jego aresztowania. Za najpewniejszą wersję przyjęto tą, że został ujęty i wywieziony w głąb ZSRR.

Poszukiwała go rodzina, matka wciąż wierzyła, że żyje. Poruszono nawet ambasadę. Pomimo niepewnych wieści, prowadzono intensywne wyjaśnienia i negocjacje z Sowietami.

Dzięki relacjom współwięźnia Alfreda Mirka, można było poznać jego dalsze, tragiczne losy. Bodo był wykończony i wychudzony. Trudno było w nim rozpoznać dawnego amanta filmowego. Zniknęły jego wspaniałe, gęste i lśniące włosy, zniknął promienny uśmiech. Był wyniszczony, opuchnięty i słaby. Miał przeczucie, że już nie wyjdzie na wolność. W 1943 nie objęła go amnestia obywateli polskich, miał przecież obywatelstwo szwajcarskie.

Zmarł samotnie z głodu i wycieńczenia 7 października 1943roku w Kotłasie. Miejsce jego pochówku pozostało nieznane. Najprawdopodobniej leży w jednej ze zbiorowych mogił.

Nieustające starania krewnej- Wiery Rudzkiej o informacje na temat Eugeniuszu Bodo przyniosły efekt dopiero dzięki Czerwonemu Krzyżowi. Podano wtedy przyczynę jego aresztowania i datę śmierci.

Jego historia skończyła się 18.10. 1991 roku, kiedy to władze Rosji ostatecznie przyznały się do aresztowania Eugeniusza Bodo.

Jeszcze przed wojną, kiedy śpiewał w jednym ze swoich filmów „ Za parę lat, kto wie, co jeszcze spotka mnie. Więc póki czas korzystam z życia. Co będzie jutro nie moja rzecz. Nie patrzę na przód. Nie patrzę wstecz. I Jedno wiem, wiem, wiem- żyję dzisiejszym dniem”.

Czyż nie warto czasem warto posłuchać gwiazd?

 

Bibliografia:

 „W starym kinie” Stanisław Janicki, KAW Warszawa 1985 r

„Powróćmy jak za dawnych lat”, Dariusz Michalski, ISKRY, Warszawa 2007 r

„Już nie zapomnisz mnie”, Ryszard Wolański, Muza S.A. Warszawa, 2010

„Życie prywatne elit artystycznych Drugiej Rzeczypospolitej”, Bellona, Warszawa, 2010

 

„Zakochany Bodo” ODEON Stanisław Janicki RMF Classic

Jego Królewska Mość Bodek Jedyny, Konrad J. Zarębski

z czasopisma Film 1983, nr 28

„Za winy nie popełnione”  reportaż Stanisława Janickiego

Zdjęcia źródło: 
http://www.facebook.com/pages/Cafe-Bodo/367643144590
 (polecam profli tematyczny)

 

3 Komentarze

  1. Pani Moniko, świetnie Pani zebrała chyba wszystko, co najważniejsze.
    Czy 1928 jako rok śmierci ojca nie jest pomyłką – patrzę przez pryzmat serialu…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.