Marczaki

Pewna kobieta w okresie wiosennym, zamykała swoje koty w kojcu. Sąsiad, zagorzały wielbiciel zwierząt domowych, któremu nie podobało się postępowanie kobiety, doniósł na nią do Towarzystwa Opieki Nad Zwierzętami.
Wezwane z donosu towarzystwo, przyszło na kontrolę. Polegała ona na sprawdzeniu stanu zdrowia zwierząt, ważności szczepień, warunków bytowych. TONZ nie stwierdził żadnych uchybień w opiece nad kociakami. Zwierzaki były czyste, nakarmione i napojone. Na noc zawsze były wprowadzane do domu.
Jedyną ich nie dogodnością, jaką znosiły, było zamknięcie w dość dużym kojcu. Na pytanie, kontrolera, dlaczego zamyka biedne kotki w kojcu, starsza pani odpowiedziała krótko:
-No przecież wiosna!

***

Pomijając niesamowitą urodę, zwinność, wart podziwu charakter, sympatyczność, kot jest drapieżcą. Jest zwierzęciem, co charakterystyczne dla drapieżników, ciekawskim, wszędobylskim, a przede wszystkim posiada instynkt łowcy. Wypuszczany swobodnie, spędza czas na snuciu się po okolicy i wynajdywaniu sobie ciekawych zajęć. Głównym z nich jest polowanie. Jakież wspaniałe czasy nadchodzą dla kotów…

***

W marcu rodzi się pierwszy miot zajęcy. Rozpoczyna się okres godowy wielu ptaków, trwający do lata. Wiele ptasich gatunków gniazduje na ziemi lub w niskich krzakach, ale przecież i drzewo nie stanowi dla kota żadnej przeszkody.
Wszystkie te młode, dziko żyjące zwierzaki padają łupem naszych domowych pupili.

Kot nie jest jedynym „wtórnym drapieżcą”. Wdzięcznie pomaga mu domowy „Burek”, którego ukochana „pancia” bezmyślnie puszcza na pole.
Domowe zwierzaki nie polują z głodu, bo to można by było zrozumieć. Polują z samej uciechy i nudy.

Bezpańskie i pańskie psy puszczane wolno polują na zające, przepiórki i kuropatwy ( to rzadkość z samej ich liczebności o innych gatunkach już nie wspomnę bo czy ktoś widział dropia), bażanty. Gonią sarny. Przestraszona sarna, zaraz po porodzie, zostawia swoje młode i do niego już nie wraca. Swoje maleństwo pozostawia łasce psich wujków.

***

Rodząca się przyroda, charakterystyczny zapach wiosennego powietrza, napełnia nas energią i wigorem. Rodzi się nowe życie. Wkrótce mamy zajęcze wyprowadzą swoje młode marczaki na pierwszy spacer po polu.


Zadbajmy o to, żeby mogły wyprowadzać je w spokoju. Okazujmy miłość nie tylko wybranym pupilom, ale także tym, których wolność i dzikość nie rozpieszcza.

Trzymanie psa na smyczy, to nie barbarzyństwo, to głęboka świadomość istnienia życia wokół nas.

Sroka

Zważywszy na powszechność występowania ptaków, zarówno w ilości jak i gatunku, logicznie, nabywam do nich określonego stosunku. Lubię je i pomagam przetrwać zimę, zwłaszcza tym najmniejszym- wróblom, sikorkom, kosom i szpakom, którym się nie chce odlatywać. W domu posiadam kanarka-wybitnego śpiewaka, którego wyleczyłam z ciężkiej choroby.

Kiedyś pewnego dnia wiosny, zawitała na mój balkon para gołębi w amorach. Zasiedliły doniczkę, którą przeznaczyłam na inne cele. Przeganiałam je możliwie jak najczęściej z powodów bardzo przyziemnych, a znanych wszystkim powszechnie. Niestety gołębie były nieustraszone i zdeterminowane w walce o M1. Przestałam je przeganiać, kiedy pojawiło się jajko, a potem drugie.

Zupełnie nieoczekiwanie, stałam się członkiem gołębiej rodziny. Dwa maluchy rosły jak na drożdżach, dokarmiane przez zdumiewająco troskliwych rodziców, którzy okazywali swoje gołębie serce nie tylko dzieciom, ale i sobie nawzajem. Ta sielanka mogła trwać cały czas, gdyby nie napaść bandy srok podczas nieobecności dorosłych. Banda ta poszarpała oba pisklaki, zadając im ciężkie rany. Dla jednego okazały się śmiertelne w ciągu kilku godzin.

Rozpacz gołębi, które zastały skutki krwawej jatki w gnieździe, była ogromna i wyraźna dla wrażliwości ludzkiej. Mój mały, drugi i jedyny pisklak żył, ale cierpiał i nic nie można było zrobić, a sroki krążyły czekając na następną okazję. A ja zza firanki pełniłam wartę. Odbyłam nawet konsultację ze śląskim hodowcą gołębi. Należało czekać i pozwolić naturze działać.

Warowanie przy oknie było dość uciążliwe, dlatego zbudowałam domek z pudła po telewizorze. Sroki już nie mogły nic zrobić. Mój Ogryzek wyrósł na zdrowego gołębią, ale bez piór na łebku i grzbiecie. Przyfruwa czasem na balkon. Zawsze go poznaję.

*

A sroki, obrzydliwe drapieżniki, któż może zaradzić ich brutalności i perfidii działania? Nikt!-Posiadają immunitet- działają w majestacie prawa i pod jego ochroną- eleganckie ptaszki w galowym stroju.

„Ekolodzy” wymyślili, że srokom należy się sztuczna ochrona, a te niszczą w sposób zastraszający i rozmyślny wróble, drobne ptaki śpiewające, młode wszelkiego innego ptactwa, zdarza się, że polują na wiewiórki. Zakłócając tym samy odwieczne i najważniejsze prawo równowagi. Skąd się bierze ten nadzwyczajny przywilej tego „nadptactwa”? Z praw niesłusznie, nazbyt szybko i bezrozumnie przydzielonych.

Sroka zaś, świadoma swojego immunitetu, staje się wyrafinowana w swojej bezkarności. Coraz bardziej bezczelna i pyszna, okrutna i pogardliwa. Staje ponad prawem, w imię swojego „świętego prawa”, z którego korzysta konsekwentnie wbrew rozumowi, naturze i przyzwoitości.

*

I znów pozostaje czekać, aż nieomylna Temida wyrówna swoje szale i sprawiedliwości stanie się zadość.

Powiedziałam Temida?

- Miałam przecież na myśli Naturę .