Horacy

Non omnis moriar ( nie wszystek umrę), tak rzymski poeta zapewniał współczesnych i potomnych i nikt nie ma wątpliwości co do tego, że miał rację. Jego słowo przetrwało wieki. Nie mógł tego przewidzieć, przecież nie był jasnowidzem. Czy w związku z tym, był, być może, pyszny i zarozumiały? Czy też może zaklinał przyszłość i wyrażał głośno swoje marzenie?
Tyle pokoleń przychodzi, mija bezpowrotnie i odchodzi, a po nich nic nie pozostaje. Garstka szczęśliwców popycha świat naprzód, a ich imię pamiętane jest po wszystkie czasy. Wymieniać nie trzeba, bo to przecież oczywiste.
W każdym człowieku istnieje nieprzemożna chęć, by zostać pamiętanym, by nie przeminąć bez śladu, by zdziałać coś chlubnego. W każdym więc i we mnie. Wierzę, że każdy człowiek zmienia świat. Wierzę, że to właśnie wzajemne współistnienie utrzymuje homeostazę ludzkości i każdy z nas przyczynia się do jej rozwoju bądź upadku. Mam skromną nadzieję, że i moje słowo zmienia świat choć troszkę.
Jeśli Państwo uważają, że ten blog jest wart tego, by na niego zagłosować w konkursie Blog Roku, proszę oddać głos:
wyślij SMS o treści E00020 na numer 7122. Koszt SMS, to 1,23 zł brutto

Dochód z smsów będzie przeznaczony na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych.

Heraklit

Zwykle takie zdarzenia, jak urodziny skłaniają do przemyśleń. Zależnie od wieku solenizanta, przemyślenia te przyjmują rożny charakter. W pewnym wieku rozpoczyna się myślenie filozoficzne .

„Panta rei” ( wszystko płynie) powtarzam coraz bardziej świadomie za starożytnym filozofem, Heraklitem z Efezu. Odkrył to tak dawno (VI-V w.p.n.e), a my wciąż odkrywamy znaczenie tych słów na nowo. Heraklit przyjmował, że w świecie nic nie jest stałe. Wszystko się zmienia i rozpływa. Nie można dotknąć tej samej rzeczy dwa razy, tak samo jak nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki. Wszystko jest dynamiczne i choć trwa pozornie w niezmienionym stanie, to jednak zmienia się. Jest i go nie ma. Ta sama rzecz może zmienić się, przyjąć nową formę, więc jej już w zasadzie nie ma. Na to miejsce powstaje cos nowego.

Filozof przyjął , że symbolem przemijania i dynamiki jest ogień. On to zamienia się w powietrze i wodę. On jest początkiem wszystkiego, kiedy płonie i powodem śmierci gdy gaśnie. Człowiek składa się z wody, ziemi i ognia i umiera z braku tego ostatniego.
Wszystko w ludzkiej istocie jest w idealnej równowadze. Bo przeciwieństwa w nim istniejące, zgodnie się równoważą. Jakież to mądre.

Patrząc w swoją przeszłości ( czasami), oddaję Heraklitowi zupełną rację. Człowiek, jako część świata, zmienia się bardzo dynamicznie. Nie mówię o przemianach fizycznych, bo zwłaszcza w przypadku kobiet, po prostu nie wypada.
Zmienia się ludzki charakter, podejście do wielu spraw, rzeczy, ludzi, wydarzeń i jeśli tylko jest chłonny, zdystansowany i krytyczny- zmienia się na lepsze. Ileż dzięki zmianom można się nauczyć, przeżyć i zrozumieć…

Czy tego chcę czy nie, fizyczność, a zwłaszcza ona jest widoczna, zmienia się. Szczególnie boleją nad nią kobiety czując presję stworzoną przez kult ciała i młodości. Za chwilę, patrząc się w lustro, przyjmę te przemiany z uśmiechem.
Bo choć Heraklit mnie nie pocieszył przemijaniem, to Platon podniesie na duchu przypominając, że dusza człowieka jest źródłem prawdy, dobra i wszystkiego co cenne w człowieku.

Istnieją na świecie rzeczy które tak szybko nie przemijają, kiedy są prawdziwe:
miłość, przyjaźń, pamięć, dlatego życzę sobie w dniu moich urodzin (22 marca), byście tych trzech sobie nie skąpili dopóki pali się w Was ogień.

Sokrates

Początek roku sprzyja porządkowaniu zawiłych spraw, myśli, wydarzeń a wreszcie kalendarza. Sprzyja również zastanawianiu się nad szybkim przemijaniem i życiem w szerszym, nie materialnym wymiarze.

Wróćmy do początków takich myśli.
Chciałam tu przypomnieć wybitnego, greckiego filozofa, żyjącego na przełomie IV i V w. p. n. e., ojca etyki- Sokratesa.

Nowatorstwo jego filozofii polegało przede wszystkim na tym, że jako pierwszy wyodrębnił dobra moralne, ponad wszystkie inne, a cnotę uznał jako dobro bezwzględne.

Sokrates uważał cnotę, jako cement, który wiążę szczęście z pożytkiem, bo tylko to co pożyteczne, może być naprawdę dobre.
To właśnie dobro bezwzględne, czyli cnota jest wiedzą, ponieważ wszystko zło pochodzi z niewiedzy i nieświadomości.

Sokrates dopuszczał, że nikt nie czyni zła umyślnie i ze świadomością, raczej z niewiedzy i głupoty. Można by z tym poglądem dyskutować w obecnych czasach, ale zakładajmy, że jest w tym przynajmniej część prawdy.

Ten starożytny myśliciel sformułował pierwsze zasady etyki, która z biegiem czasu klarowała się i precyzowała. Modyfikowana przez zmieniający się świat, zdobycze cywilizacji i religię.

Nasze czasy stały się dla etyki bardzo wrogie. Pogoń za dobrami materialnymi staje się dojmująca i frustrująca. Stan posiadania zbyt często wyznacza wartość człowieka. Ludzkość zatraca się w potędze techniki i cywilizacji zapominając o rzeczach tak mało popularnych jak przymioty ducha.

Wiara w człowieka nie pozwala mi myśleć, że taki stan rzeczy wynika ze świadomego działania ludzkości, bo przecież ona sama nie chce swojej degeneracji. Być może wynika to właśnie z braku wiedzy, która pozwala na większą manipulację masami, braku czasu i zadumy…
A wiec, czy Sokrates nie ma racji?

Na koniec przypominam zdanie, która wypowiedział Jan Paweł II w 2000 roku: „to tysiąclecie będzie tysiącleciem Ducha Świętego”. Cokolwiek miałoby to oznaczać, wierzę, w zwycięstwo przymiotów duszy nad materią.