Energia przeszłości

Czas powrotu do stałych obowiązków codziennych to czas szczególny i nierzadko ciężki. Trudno jest założyć na nowo ogromny plecak obowiązków, które z taką radością zrzuciło się na początku wakacji. Może to lenistwo, ale tak dobrowolnie, bez przymusu do tego się nie przyznam.
Nadchodzi czas snucia się po Starym Mieście, odkrywania nowych ciekawych zakamarków, medytacji w Mariackim przed świętym Sebastianem i obserwowania. Gdzie lepiej można nabrać energii jak tu?
Źródło: „Dodek Dymsza”, E. Dziewoński, LTW, Łomianki 2010

Adolf Dymsza rzadko bywał w Krakowie, choć miał tu oddanych, szczerych przyjaciół. Zwłaszcza po wojnie, kiedy przyjeżdżał na leczenie do Szpitala Uniwersyteckiego. Wydawał przyjęcia w hotelu Francuskim. Podążając śladami jego krakowskiej bytności starałam się uchwycić strzępy jego cudownie witalnej energii. Nowy rok szkolny rozpoczęty. Dzięki komedii z Dodkiem jakoś to zniosę. Wkrótce już nowy post.

Podarunek czyli blogowe candy

Wakacje to nie czas ślęczenia przy komputerze z własnej nieprzymuszonej woli. Dlatego też na czas letni temperatura blogowych fascynacji spada. Konkursy zawsze ożywiają atmosferę i dostarczają nowych emocji sympatykom. 
W związku z tym nadszedł czas, aby zaproponować Czytelnikom zabawę, zwany w blogowym języku- „candy”. 
Wystarczy tylko dodać swój komentarz pod postem i podpisać się nickiem blogowym, albo zostawić adres e-mail, albo imię i nazwisko, albo po prostu imię. Nazwa osoby powinna być tak charakterystyczna, aby nie było wątpliwości, kto otrzymał poniższe książki. Jeśli będziecie mieli ochotę na umieszczenie linku o zabawie na swoim blogu będę niezmiernie wdzięczna.

Zakończenie nastąpi 10 lipca, a wynik podam od razu. Koszty przesyłki biorę na siebie. :)

Elizabeth Taylor, najpiękniejsza z amerykańskich gwiazd czaro-białego ekranu, kochana za urodę talent i osobowość. Dziecko Hollywoodu, które na oczach wielbicieli kina  przeistoczyło się w piękną dojrzałą kobietę. Sensacyjna biografia pióra Davida Breta,  ”Elizabeth Taylor Dama, kochanka, legenda”. Książka zgodna z tematyką i konwencją bloga, czyta się jednym tchem. Oddaję w ręce wygrywającego ze szczególnym podziękowaniem Mariuszowi, dzięki któremu weszłam w posiadanie tejże książki. 

Wydawnictwo Marginesy, wzbogaciło moją bibliotekę o sentymentalną pozycję „Mała matura” Janusza Majewskiego. „Pełna humoru i ciepła, barwna opowieść o dorastaniu w beztroskim europejskim Lwowie jest preludium do tragicznych wydarzeń wojennych. Dwaj okupanci, Sowieci i potem Niemcy, okradają kilkuletniego Ludwika z dzieciństwa, a jego rodzinę z dobytku i bliskich, zmuszają do ucieczki i tułaczki, której kres stanowi Kraków końca wojny. Wtedy czternastoletni bohater rozpoczyna walkę. W nowym gimnazjum toczy boje o akceptację rówieśników i nauczycieli, zmagając się z pierwszym zauroczeniem i seksualnością (..)”  Gorąco polecam.
Serdecznie wszystkich zapraszam. Życzę wszystkim dobrej zabawy.

PS.
Zabawa ta nie jest grą losową, w rozumieniu prawa, a podarowanie powyższych książek jest uzależnione od mojego „widzimisię”, co każdy Czytelnik biorący udział w zabawie zechce akceptować.
Adnotację tą umieszczam na wszelki wypadek.

Skarga ruin

Obrona  dworu, Artur Grottger 


Rozwalą drzwi

Domowników obudziło głośne łomotanie do drzwi, takie co to oznajmia nadejście zła.  W odczuciu upewniła ich histeryzująca stara Jasieniowa:
-Jaśnie panie, jaśnie panie carskie idą, o mój Boże, co to będzie, co to będzie?
-Niech Jasieniowa da spokój i otworzy drzwi- ponaglił hrabia służącą, wkładając pospiesznie bonżurkę i w przelocie wrzucając jakieś papiery do tlącego się jeszcze z nocy kominka.
-No, niech Jasieniowa otworzy, bo nam drzwi w zimie wywalą- silił się na spokój.
 Chciał wejść opanowany do sypialni. W sypialni zdezorientowana żona wysunęła już stopy, by wstać.
-Kochana, ty nic nie wiesz, to cię nie dotyczy, proszę, weź do siebie dziewczynki i nie wychodź.
Zdrada

Łomotanie ustało, a po domu rozlał się tupot ciężkich wojskowych butów . Hrabia jeszcze raz spojrzał  na żonę. Była przerażona, strach stłumił w niej wszystkie inne emocje, uczucia i jej codzienny niewymuszony czar, w którym kochał się od tylu lat.
 Co będzie? Może nic, może pójdą, nic nie znajdą, nie mają dowodów. Jego rodzinie nic nie może się stać, a jego, choćby diabli wzięli. Wyszedł.
-Kogo licho niesie o tak wczesnej porze? –krzyczał w powietrze, bo i tak nikt go nie słuchał.
 Carscy już pewnie poupychali co ciekawsze rzeczy po kieszeniach. Dopiero teraz wszedł oficer, dumny wysoki z ostrymi rysami. Stali naprzeciw siebie. Za nim, skurczony od zimna Mateusz Jasień, chłop z majątku Stadnickich.  Hardo i ze zjadliwym uśmiechem patrzył się w twarz dziedzica.

Arystokracja
-Pan „hriabia” Stadnicki- brzmiało to raczej jak stwierdzenie.
–Tak to ja. Czemu zawdzięczam tą poranną, mało kurtuazyjną wizytę?- pytanie w obliczu zaborców było mało polityczne, ale hrabia nigdy nie umiał powstrzymać swojej hardości i pogardy dla Moskali.
-”Nu tak, pajdiom”*- bez ogródek rzekł oficer, przyzwyczajony do spolegliwości.
-Chwileczkę…- oficer rosyjski nie przypuszczał, że trafił również na oficera, tyle że w spoczynku- Nigdzie nie pójdę, jeżeli i nie będę wiedział, o co chodzi?
Oficer spojrzał zdziwiony. Nikt dotychczas nie sprzeciwiał się jego rozkazom. Uznał, że może odpowiedzieć, wszak rozmawiał jak równy z równym. Do czasu, kiedy pobór wyrwał go z cudownego Petersburga  pędził życie beztroskiego arystokraty. Wspomnienie przywołało dawne, radosne  czasy. Twarda żołnierka wcisnęła je w głębokie zakamarki pamięci. Nawet było mu żal tego człowieka- Stadnickego, bronił tylko swojej sprawy . Car jednak nie toleruje niesubordynacji…

Przywary 

-Dwa biegliecy spriatalis zdies**,  da?- właściwie odpowiedź była zbędna, bo  już i tak było wiadomo. Mateusz Jasień sam przyszedł na posterunek. Sam wskazał miejsce ukrywania się powstańców.Robił to dla pieniędzy, ze złośliwości czy z zazdrości? Teraz już nikt tego się nie dowie.  Jego żona, choć dobra kobieta nie umiała trzymać języka za zębami i spowiadała się mężowi z dworskich wydarzeń.
Zaskoczenie i duma
Gdy żołnierze wyprowadzali hrabiego,  stryczek już wisiał na drzewie obok dworu.  Na śniegu leżał Mateusz Jasień z wieloma krwawiącymi dziurami na piersiach po bagnetach. Oczy, jeszcze otwarte,  wyrażały wielkie zdziwienie ze śmierci tak niespodziewanej.
Hrabia był spokojny i dumny, choć śmierć chłopa go zaskoczyła:
-A jego za co?-spytał bez nadziei na odpowiedź.
-On priedał tiebia. Kriest siebia hoti…***
-Zaraz przeżegnam się przed Bogiem…-dumnie odpowiedział hrabia i nie miał wątpliwości, że będzie inaczej.
*No to idziemy
**Ukrywało się tu dwóch uciekinierów
***On zdradził ciebie, przeżegnaj się chociaż…

Grupa motocyklowa zajechała na miejsce.  Punktem końcowym są ruiny starego dworu. Miejscowość liczy sobie dwudziestu pięciu mieszkańców, a domy ustawione są tylko przy jednej drodze.  Taka ilość motorów  wzbudza we wsi wielką sensację. Co odważniejsi wychodzą na drogę. Pytamy się o majątek.  Znajduje się w prywatnych rękach okolicznego rolnika. Majątek prawdopodobnie rozparcelowany po wojnie podczas nacjonalizacji. Właściciel z  przestrachem patrzy się na grupę. Niechętnie wskazuje niewielki lasek i pozwala na wejście.
Ruiny znajdują się pośród młodego lasu. Trudno wyobrazić sobie tu tętniący życiem majątek. Obok niepozornej wieżyczki stanowiącej kiedyś fasadę obszernego budynku stoi drzewo, obok niego duży kamień. To właśnie na tym drzewie powieszono Hrabiego Stadnickiego za pomoc powstańcom styczniowym.
Zza drzew patrzą ciekawskie oczy tubylców. Po wsi poniosła się plotka, że dziedzice będą ponoć odzyskiwać majątek. Poruszenie, konsternacja, złość.  
Duch tamtych czasów nadal tu krąży. Zła energia jeszcze nie wywietrzała z umysłów i miejsc. Jeden mały narcyz zdecydował się tu urosnąć. Tyle pracy ludzkiej tak szybko pochłania natura i zapomnienie.
Jedyny kwiat w lesie -pozostałość dawnych rabat przed dworem
Drzewo na którym powieszono hrabiego, przy nim kamień upamiętniający tamto zdarzenie. 
Wieża klatki schodowej i zarazem wejścia głównego. Resztki dachu i okrągłe okno. 
Wyjście na ogród i stawy

Okno lub wejście do piwnicy, teraz już bardzo pochłonięte przez las.
Dawniej w tym miejscu był może salon.

Wielki Tydzień

Wybaczcie proszę moja blogową, wiosenną opieszałość. Postaram się poprawić w przyszłości. Każdy ma swoje periody. Tym razem pozostawiam kwiecień w spokoju i pojawię się w maju z nową energią  i pomysłami.
Proszę nie odchodźcie zbyt daleko, abym mogła Was tu jeszcze zobaczyć.

Korzystając z okazji, życzę Wam wspaniałych świąt Wielkiej Nocy.
Bez wielkich słów i pompatyczności, życzę Wam miłości, spokoju i zrozumienia.

Prywata

Jak co rok, ten dzień jest dla mnie słoneczny i wyjątkowy. Tego dnia zwykle robię życiowe, wiosenne porządki i spowiadam się sama przed sobą z własnych sukcesów i porażek. Można oszukać innych, bardziej lub mniej sprytnie, ale siebie, nie oszuka się nawet troszkę.
Ten bardzo prywatny post, na który pozwalam sobie chyba po raz pierwszy, a zwykle jestem przeciwna takim postom, mimo refleksyjnego tonu, zakończę wiosennie i pozytywnie.
Tego roku życzę sama sobie odnalezienia drogi, którą na chwilę zgubiłam, a pomocne mi w tym będzie, w końcu, poczucie, że cokolwiek umiem i mogę…
Poniżej zdjęcie mojego autorstwa, które zostało wyróżnione przez urząd miasta w konkursie biuletynu miejskiego  w tamtym roku.
Poniżej zdjęcia z wycieczki wiosennej do Opactwa Benedyktynów w Rudach koło Rybnika. Zabudowania klasztorne i staro-wieczny park z pomnikami przyrody. Miejsce wyjątkowe, bajeczne i niezapomniane. 

Wyobraźnia

Bogata i szczodra płodnym artystom, częściej jak inne rozdawana, dzięki przychylności Opatrzności. Wyobraźnia jest darem nieocenionym, a korzyści z niej niejednokrotnie większe niż kultura czy sztuka potrzebują.
Przydaje się w codziennym życiu i jakże często.
Łagodny styczeń, suchy asfalt korci motocyklistów do wyprowadzenia swoich maszyn na drogi.
Moje zadanie, jakie sobie dzisiaj wyznaczyłam, to przypomnienie wszystkim kierowcom,  wszystkich pojazdów, jedno i dwuśladów, o tym, że dar wyobraźni należy uruchomić w chwilach również tak trywialnych jak  jazda pojazdem.
Łamię konwencję blogu, aby napisać coś bardzo ważnego, aby Was poruszyć i przypomnieć.
Apel mój jest krótki:
  • Rowerzysto oświetlaj swój rower i siebie. Nie wjeżdżaj na skrzyżowania na czerwonym świetle, jesteś także użytkownikiem drogi, ciebie tyczą się te same przepisy.

I ostatni apel: kultura obowiązuje również na drodze, bądźmy dla siebie bardziej życzliwi, wyrozumiali i serdeczniejsi.

Konkurs

Właśnie minął rok od czasu kiedy napisałam pierwszy post. Pozostaje mi tylko podziękować za uwagę i cierpliwość szanownych Czytelników. 
Dzisiaj, jak zapowiedziałam w poprzednich postach, odbyło się losowanie osoby, której prześlę skromny prezent. Chciałabym wysłać wszystkim, ale sami rozumiecie, że jest to niemożliwe.
Jestem ogromnie wdzięczna wszystkim czytelnikom za uwagę i wszystkie komentarze, nawet te, które są trochę mniej miłe, ale i one mnie czegoś uczą i szlifują.
Dziękuję i proszę o jeszcze.
Album-biografia Chopina dotrze do Aga_xy jeśli tylko zechce ją przyjąć.
Nie rozwodzę się więcej, bo spieszno mi do Konkursu Chopinowskiego. Wciąż trwają przesłuchania, a ja żywo jestem zainteresowana wszystkimi uczestnikami konkursu i nie chcę przeoczyć jakiejś ciekawej interpretacji. 
Muszę posiadać argumenty do żywej dyskusji, jaka rozgorzała na forum TVP Kultura.
Zapraszam i Was do słuchania

Na rocznicę

Zaczęło się od Chopina. Tym postem rozpoczęłam swoją „blogową” działalność i oto proszę mija prawie rok. Ten rok przepłynął szybko z walcem a mol w tle, w końcu to Rok Chopinowski.
Co z mojej rocznej pracy wyszło, pozostawiam pod ocenę czytelników. 
Zawczasu uprzedzam rocznicowy fakt, ponieważ chciałabym, w związku z nim ofiarować któremuś z czytelników, album biograficzny o Fryderyku Chopinie. 
„Od Żelazowej Woli i pierwszego poloneza do koncertu w Paryżu i Londynie” Jan Pyzio. 
Bogato ilustrowany życiorys kompozytora w pigułce. Będzie to podziękowanie za uwagę, czasem cenne, krytyczne oko i wiele życzliwych słów pod moim adresem.
Na innych blogach akcja taka zwie się „candy”. Celowo nie chcę używać tego zwrotu. Wydaje mi się on mniej uroczysty. Zasady, również nie będą te same.
Wystarczy tylko wpisać w komentarzach poniżej, swoje imię, lub blogowy nick umożliwiający losowanie. Gdyby ktoś miał życzenie wkleić zdjęcie na swój blog tak, jak to się robi podczas „candy”, będzie mi bardzo miło, ale to nie jest warunek.
Życzę wszystkim szczęścia i dziękuję jeszcze raz za ciepłe przyjęcie i przyjazny odbiór.
Losowanie właściciela albumu 16 października.

Lubię

Zachęcona do kolejnej zabawy, starałam się wypisać w dziesięciu punktach, co lubię i rzeczywiście miałam z tym problem, bo okazało się, ż lubię dużo więcej, niż zdoła się pomieścić w dziesięciu punktach. Może w tym cała sztuka, żeby przecedzić te najważniejsze rzeczy. Poza tym, co szczerze kocham, lubię…



1.Lubię ludzi
2. Lubię gęsią „skórkę” od muzyki
3. Lubię upał
4. Lubię stare przedwojenne filmy
5. Lubię energię, dynamikę-zmiany
6. Lubię swój dom
7.Lubię zwierzęta i rośliny
8. Lubię marzyć
9.Lubię jazdę jedno, dwuśladami
10. Lubię siebie


Czyli zwykły tuzinkowy człowiek   :)