Zaproszenie

 Muzeum Narodowe w Krakowie oraz Fundacja Wisławy Szymborskiej zapraszają na film dokumentalny Andrzeja J. Koszyka Niektórzy lubią poezję z 1996 roku, poświęcony Wisławie Szymborskiej.

Jest to pierwszy film dokumentalny o Wisławie Szymborskiej, który powstał po przyznaniu jej Nagrody Nobla (zaraz po ogłoszeniu decyzji przez Akademię Szwedzką, ale jeszcze przed wyjazdem lauretki do Sztokholmu na uroczystość wręczenia nagrody).

Ze względu na ograniczoną przestrzeń film będzie wyświetlany przez cztery kolejne wtorki.

Inauguracja cyklu już 4 czerwca!

Pokaz filmu odbędzie się w Kamienicy Szołayskich – Oddziale Muzeum Narodowego w Krakowie (plac Szczepański 9) w przestrzeni „Szuflady Szymborskiej” – wyjątkowej ekspozycji poświęconej Poetce.

Zapraszamy we wtorek 4 czerwca o godz. 16.30. Wstęp na projekcję filmu jest bezpłatny. Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc prosimy o wcześniejsze odebranie wejściówek, dostępnych w kasie Księgarni Młoda w Kamienicy Szołayskich.

Andrzej J. Koszyk – ur. w Łodzi, studiował w praskiej Wyższej Szkole Filmowej i Telewizyjnej FAMU. Od kilkudziesięciu lat mieszka w Niemczech, gdzie pracuje jako operator filmowy. Jest autorem kilkunastu autorskich filmów dokumentalnych.

 NIEKTÓRZY LUBIĄ POEZJĘ – WISŁAWA SZYMBORSKA

Film dokumentalny, 30 min, Niemcy, 1996

Reżyseria: Andrzej J. Koszyk

Występują: Wisława Szymborska, Teresa Walas, Stanisław Balbus, Karl Dedecius, studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego

Protest

 

 

 

źródło: fine art america

 

 

 

Objazdowe prosektorium „The Human Body Exhibition” zawitało do Krakowa. Nie wymienię ani nazwy, ani miejsca, gdzie ono się znajduje, bo mogłoby to stać się dodatkową reklamą, a tego nie chcę. Wystawa, która w imię sztuki wykorzystuje ludzkie zwłoki jest godną stanowczego potępienia i bojkotu. Bardzo dziwię się firmie, która umożliwiła ekspozycję tej makabrycznej wystawy. Uważam, że powinna być zakazana i zamknięta ze względu na brak poszanowania szczątków ludzkich, a także ze względu na totalny brak walorów artystycznych.

Jeśli macie inne zdanie, zapraszam do dyskusji…

PS. Mój wpis celowo lakoniczny i zwięzły. Bo wystawa wydaje mi się niegodną dłuższego postu..

Gigantyczny obraz-krakowska bagatelka.

Monumentalna alegoria:

Natchnienie jest monarchą, który łaskawie i z góry nierówno dzieli swoje dary. Wskazuje miejsce w swoim panteonie sztuki. Ugruntowany podwaliną platońskiej filozofii godzi Piękno z Prawdą. Piękno jest zawsze dobre, gdy nim jest w istocie. Skulona i nie dość urodziwa  Prawda- przyjmuje sojusz Piękna, choć robi to niechętnie.

U ich stóp znudzona Talia, muza komedii, daje się zabawiać błaznowi. Dla rozweselenia  swojej kapryśnej pani komediant ożywia smutne kukły. Niezadowolenie Talii bierze się od zbytniej bliskości Melpomene, muzy tragedii. Wielki Apollo już na zawsze wprowadził niezgodę pomiędzy tymi siostrami. Przyodziana czarnym kirem Tragedia załamuje spracowane, żylaste ręce. Zbrodnia i występek wciąż towarzyszy jej istnieniu. Brzemię zła rodzące się wciąż na nowo, w towarzystwie Furii, Widm i Demonów wyciskają na jej twarzy swoje piętno.

W bliskości zła posłaniec miłości-Eros skazany jest na samotność i ciągły płacz nad swoim nieszczęsnym sercem. Jego miejsce jest po prawej stronie, gdzie panują radośniejsze z sióstr-Muz.

Terpsychora skupia wokół siebie radosny orszak tancerzy. Muzyka i Śpiew wdzięcznie towarzyszą beztroskiej zabawie ciał. W szalonym tańcu królują zmysły, ku radości Bachusa.

W szale rozkoszy Psyche szamoce się, głodna wyższych uniesień. Tylko uwalniając się od świata zmysłowego Dusza możne wstąpić w świat idei, definiowanych przez Platona jako najwyższe.

Alegoria zawierająca w sobie elementy greckich wierzeń, dramatu i filozofii została przedstawiona na szczególnym obrazie znajdującym się w Krakowie. Dokładnie w Teatrze im. Juliusza Słowackiego. A jeszcze bardziej ściśle- na kurtynie teatru.

Monumentalnego i gigantycznego w swoich rozmiarach, liczącego prawie 120 lat dzieła dokonał  Henryk Siemiradzki, wybitny artysta, malarz, tworzący w drugiej połowie wieku XIX.

Jego obrazy zdobią europejskie galerie. Duża kolekcja jego dzieł znajduje się w Krakowie, mieście, do którego artysta miał szczególny sentyment, choć na stałe mieszkał w Rzymie. Aby płótno, o którym mowa, powstało, Siemiradzki musiał przystąpić do konkursu, który ogłosiła Rada Miejska Miasta Krakowa. Projekty spłynęły z całej Europy. Swoje propozycje przysłali min. Józef Mehoffer, Stanisław Wyspiański, Jadwiga Bogucka, Tomasz Lisiewicz.

Płótno o wymiarach 1190 na 960 cm w Krakowie nie stanowi ewenementu przy dziełach Matejki, czy Wawelskich Arrasach. Powstało w Rzymie, w technice zapewniającej trwałość i odporność na zanieczyszczenia.  Zanim zostało zawieszone pokazano je na wystawie w Rzymie i Wiedniu. Sam autor uczestniczył w konstruowaniu mocowania kurtyny w teatrze. Jest ona zainstalowana tak, aby niezawodnie podnosiła się do góry bez zwijania, czy zaginania.

Zasłona tysiące razy rozpoczynała  przedstawienia mniejsze i większe, kreacje najwybitniejszych aktorów: Ludwika Solskiego, Juliusza Osterwy, Michała Tarasiewicza, Zo-fii Jaroszewskiej, Jana Kurnakowicza, Jerzego Leszczyńskiego, Antoniego Fertnera,  Haliny Gryglaszewskiej, Halina Mikołajskiej, Marty Stebnickiej, Mariana Cebulskiego, Adam Hanuszkiewicza, Gustawa Holoubka, Tadeusza Łomnickiego i wielu innych wspaniałych.

Obecnie każdy widz może podziwiać przetrwałe wiekowe dzieło, które wciąż cieszy zmysły, nadając teatrowi splendoru i oprawy.

Henryk Siemiradzki istnieje bardzo mocno w kulturze Krakowa. Podarunek dla miasta, obraz „Pochodnie Nerona”, stał się przyczynkiem dla powstania Muzeum Narodowego w Sukiennicach. Jedna z sal muzeum została nazwana na jego cześć „Salą Siemiradzkiego”. Zachęcam do zwiedzania muzeum, zwłaszcza, że już od zeszłego roku można podziwiać „Hołd Pruski”, który wrócił z dalekiej tułaczki.

Krajobraz znad Świsłoczy

Ludwik Wodzicki

Wstydliwa krakowska sprawa.

Tego krakowskiego widoku na pewno nie zobaczycie na żadnej z pocztówek ani wizytówek miasta. Stał się on sromotą grodu i niewygodnym śmieciem, który nie dość dokładnie zamiotło się pod dywan. Za stan obecny, narastający od lat trudno jest obwinić jedną konkretną osobę. Z całą pewnością przyczyną zaistniałego faktu stała się bezmyślność, tępy upór, brak perspektywicznego myślenia i totalna głupota. Nie jest to niestety stwierdzenie odkrywcze.

Rzecz dotyczy pięknego zabytku Krakowa, w rozkwicie onegdaj, a teraz w totalnej ruinie. Co zastanawiające, w Krakowie- ostoi zabytków, ten osierocony budynek na próżno wygląda opieki. Kiedyś nazywał się dumnie- Pałacem Tarnowskich. Jego historia zaczyna się już w XVI wieku, a koleje losu dowodzą, że to obiekt szczególnej ochrony historycznej.

Mieścił się poza głównymi murami starego miasta, otoczony bujnym starym drzewostanem. Na tyłach pałacu pozostało jeszcze trochę starych drzew, o które już dawno przestano dbać. Rosną na terenie ogromnej wagi, w sensie developerskim, stąd ich totalna bezużyteczność.

Los obiektu zdaje się być przesądzony. Ruina długo już nie wytrzyma. Trudno podejrzewać kogoś o to, że dewastacja jest jego celem. Dłuższa obserwacja tego budynku właśnie takie nasuwa skojarzenia. Przysłowiowymi deskami zabite okna, swobodna twórczość „spreyowców” na elewacji, porozrzucane śmieci wokoło; puszki, butelki, nawet stary monitor. Wszystko to razem tworzy rozpaczliwy obraz.

Odnoszę wrażenie, że osoby przechodzące obok tego budynku, odwracając głowę, wolą nie widzieć, wolą nie reagować. Zdaje się, że władze miasta również nie jeżdżą ulicą Szlak.

 

Pałac jest własnością prywatną  zagranicznej firmy. Właściciel podobno nie chce wypowiadać się w mediach, w związku z czym nie są upublicznione jego plany dotyczące tego zabytku, jeśli takie w ogóle istnieją. Posiłkując się artykułami z ubiegłych lat wiadomym jest, że plany zagospodarowania obiektu istniały, tylko że żaden z nich nie wszedł w fazę realizacji.

Gazeta Krakowska z dnia 15-09-2011 zamieściła artykuł, w którym napisała: „Pełnomocnik spółki wysłał do nas pismo o potwierdzenie, że jest właścicielem zabytkowego obiektu i dochowuje obowiązku jego konserwacji. Mając takie zaświadczenie, byłby zwolniony z podatku od nieruchomości – mówi Chrząszczewski.

Konserwator obiekt skontrolował i chwycił się za głowę. Dawny pałac to rudera zniszczona m.in. pożarem z kwietnia 2011 r. Co więcej, właściciel zrezygnował z jego ochrony. Konserwator napisał więc zaświadczenie, a w nim – że właściciel nie spełnia ustawowego obowiązku dbania o zabytek. I zawiadomił prokuraturę. Postępowanie prowadzi policja.”

Po wojnie, jak słusznie  Drogi Czytelnik się orientuje, pałac został upaństwowiony i długo był siedzibą Polskiego Radia. Po zmianie ustroju rodzina Tarnowskich, zapewnesłusznie, odebrała państwu swoją własność. Jednak ciężar nieruchomości okazał się dla niej zbyt wielki i zdecydowała się na sprzedaż. Tak rozpoczęła się kaska niepomyślnych zbiegów okoliczności i z roku na rok coraz bardziej niszczał pełniąc  rolę miejskiego straszydła choć  pierwszeństwa w oszpecaniu okolicy krakowskiemu „szkieletorowi” i tak nie odbierze.

Czy ktoś jest mi w stanie odpowiedzieć, jakie są granice własności i czy istnieje bardziej świętsze prawo od prawa własności? W tej sprawie, prawo własności ewidentnie zwycięża pokonując prawo do własności historycznych, narodowych, intelektualnych. Co mówią potomkowie sławnego rodu Tarnowskich widząc swoje dziedzictwo w tak opłakanym stanie? Nie żal im?

Reportaż o stanie pałacu wewnątrz. Drastyczne zdjęcia. Źródło: fotopx.blogspot.comPowyżej zdjęcie z fotoreportażu autora bloga: fotopx.blogspot.com. Ostrzegam, że zdjęcia są mocno zasmucające.

Źródło cytatu:


http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/450760,krakow-palac-tarnowskich-ruina-na-sprzedaz,id,t.html?cookie=1

Muzeum Narodowe w Krakowie zaprasza

 

Muzeum Narodowe w Krakowie przygotowało dla odwiedzających specjalną ofertę. Chętni do zobaczenia wszystkich stałych ekspozycji, we wszystkich oddziałach, będą mogli pobrać w kasie darmowy bilet, który uprawnia do wejścia na wystawy.

Zachęcam gorąco, jest co oglądać. Promocja będzie trwać tylko do 27 stycznia, a więc czasu pozostało niewiele.

Zawsze Młoda

Plakat II wystawy TAP „Sztuka”, 1898, modelka Ata Zakrzewska
O tym marzy każda kobieta. 
Młodość wieczna, jeśli taka w ogóle istnieje, tkwi w myśli, duchu, w
ulotnej idei wrażliwego artysty, który potrafi zamknąć w swoim dziele część
przeszłości, cegiełkę młodości szczęśliwej modelki- muzy. Na próżno, drogie
panie,  botoksy, kwasy hialuronowe i
przyjaźń z chirurgiem plastycznym. Warto zgodzić się z tym zawczasu, że zawsze
młoda pozostaje jedynie idea.
Nihilistycznie zaczęłam, choć nie powiedziałam nic nowego, ale,
 co gorsza, mogłam do siebie zrazić tym
brutalnym „intro” płeć piękną. Choć paradoksalnie, miałam na celu zachęcenie, pobudzenie
do łowienia piękna, które nie wyraża się jedynie lustrzanym odbiciem, jawi się
za to urodą duszy pełnej cudownych przymiotów kobiecości.
„Ruda”, Teodor Axentowicz, 1899, modelka Ata Zakrzewska 
Zachwyciły mnie kobiety Młodej Polski, które uchwycone przez
mistrzów, nie imają się czasu i nie boją starości. Zazdrośnie spoglądam na ich
spokojne twarze, szukam ukojenia i rady. Najmocniej przyciąga mnie twarz „Rudej”. Anielsko spokojne oblicze i usta, które zaraz wypowiedzą trująco-słodkie  słowo. Cóż za zbieg okoliczności, że to właśnie
ten obraz przyciągnął mnie w muzeum najmocniej. Modelką uwieczniona na obrazie
jest Ata Zakrzewska. Cóż za ładny zbieg okoliczności. Co Ata chce mi
powiedzieć? Wracam do niej jutro!
Feniks powstaje z popiołów

Wieczna i nieśmiertelna pieśń miłości młoda
Przez las omszałych wieków tajemniczo płynie
Na skrzydłach melodyjnych wdzięcznej melancholii.
Niech się usta człowiecze zawrzą jak mimozy,
Jak róże, gdy z kapliczki Anioł Pański spłynie,
Jak perskie na księżyca widok tulipany.
Na skrzydłach melodyjnych wdzięcznej melancholii
Przez ogród moich marzeń przepachnąco płynie
Wieczna i nieśmiertelna pieśń miłości młoda.

Wacław Rolicz-Lieder
Portret Ireny Solskiej, Leon Wyczółkowski
Oddział Muzeum Narodowego w Krakowie w Kamienicy Szołayskich
znajdujący się przy Placu Szczepańskim otworzył, po remoncie, swoje podwoje dla
zwiedzających. Rozpoczął 26.09.2012 uroczystością związana z udostępnieniem dla
publiczności nowej, ciekawej ekspozycji. „Zawsze Młoda!” to wystawa prezentująca
bogaty zbiór obrazów, grafik, druków, rzeźb, rękodzieła, druków, plakatów z
okresu około 1900 roku.
Jan Matejko tworzył wówczas monumentalne dzieła, lecz pod jego surowym skrzydłem rodził się już nowy prąd. Jego wychowankowie krytycznie patrzyli na
twórczość mistrza. Nowe stowarzyszenia artystów, wystawy sztuki oraz
kawiarniane burze głów, owocowały umocnieniem się nowej myśli  artystycznej, której koronne przykłady możemy
obejrzeć w  Kamienicy Szołayskich.
Na wystawie znaleźć można dzieła twórców takich jak:
Stanisław Wyspiański, Leon Wyczółkowski, Jacek Malczewski, Olga Boznańska,
Teodor Axentowicz i wielu innych.
Wystawa będzie czynna jeszcze rok, a więc jest czas na zaplanowanie
sobie wycieczki. Przypominam, że w niedzielę można zobaczyć ekspozycję za
darmo. Wystarczy tylko przyjść. 
Czy znajdziecie na wystawie taki krótki tekst ?
W sztuce jest spokój
W sztuce ukojenie
W sztuce jest życie
W sztuce zapomnienie

Kraków okiem Gustawa Holoubka

Wydeptując swoje ścieżki Krakowa, współczesny mieszkaniec, widzący w starowiecznych budynkach swoją codzienność, często zapomina, że przyszło mu żyć w magicznym mieście. 
Co rano podąża drogami sławnych nazwisk. Widzi to, co oni widzieli. Wrasta w te same miejsca, w których tamci zapuszczali swoje korzenie.

Kraków. Miasto nieobojętne. Na szczęście nie budzi skrajnych emocji.  Nie polaryzuje odczuć mieszkańców, zachwyca turystów. Tak jest teraz.  To miasto otwarte na świat, choć jego domeną jest dawny urok i galicyjski spokój.

Gustaw Holoubek, choć kojarzony głównie ze sceną warszawską, tu właśnie rozpoczął swoją ciekawą podróż przez życie. Dzięki spisanym wspomnieniom, ożywia jeszcze na krótką chwilę świat, którego był częścią.
Podążając za jego słowem, odbywam sentymentalną podróż i na nowo spoglądam na znane budynki i miejsca. 
*
Zwierzyniec
Teraz to dzielnica i ekskluzywna i zapomniana zarazem. Gdzieniegdzie nowoczesność mocno wymazuje dawną tajemnicę, a jednocześnie, dla dziwnej równowagi, majątkowa zawierucha hamuje trwałą przemianę tego miejsca. Stare drzewa wciąż pozwalają pamiętać, jakim tajemniczym miejscem była dawniej ta dzielnica.
„Budowla drewniana i okrągła, bardzo tajemnicza i niedostępna, o której zawsze się mówiło, że jest starosłowiańską gontyną. Jeszcze parę kroków w górę, po prawej stronie, na niewielkim dziedzińcu biały kościół Świętego Salwatora. W tym zakątku właśnie, u stóp wzgórza wśród dziesiątków sadów,  straszliwie bogatych w czereśnie, jabłka, gruszki i śliwki, gnieździły się wille, omszałe, starożytne, strzeżone przez psy, a mieszkańców tych domostw, przynajmniej za mojego dzieciństwa, nikt nigdy nie widział. Nic więc dziwnego, że w tym miejscu zatopionym w wiecznym cieniu miały swoje siedlisko wszystkie strachy świata”
Błonia Krakowskie.
Tu nie mogło się wiele zmienić. Zmienia się otoczenie. Wokół rosną nowoczesne budynki, znak naszych czasów. Te krakowskie „Pola Elizejskie” pozostają niezmienne.
„Krakowskie Błonia. Nigdy nie liczyłem, ile mają morgów i dotąd nie wiem, może dwieście, a może dwa tysiące. Są w kształcie trójkąta, którego podstawą są (…) wały Rudawy, a wierzchołkiem wylot ulicy Wolskiej. (..) Nie odznaczają się niczym szczególnym. Rośnie na nich trawa i wszystkie z trawą związane kwiatki świata. A przecież Błonia były i są jednym z firmowych znaków Krakowa, jak Wawel, kościół Mariacki, Sukiennice, Wisła czy Planty”
Plac na Groblach

Gimnazjum imienia Bartłomieja Nowodworskiego, to wspanialej tradycji szkoła, której pedagodzy mieli szczęście wykształcić tak szlachetne charaktery jak m.in.: Jana III Sobieskiego, Józefa Bema, Ignacego Daszyńskiego, Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Jana Matejkę, Jana Mehoffera, Stanisława Wyspiańskiego, Antoniego Kępińskiego i wielu, wielu innych. Wśród nich Gustawa Holoubka.
„To stamtąd, ze światła tej wspanialej uczelni, z talentów jej świetnych nauczycieli mogę czerpać pewność, że wychowanie w duchu humanistycznym to dochowanie się człowieka z takim poczuciem godności, jakie wynika z przekonania, że najwyższą wartość doczesną jest drugi człowiek.”


Współczesny wygląd gimnazjum: photoblog.pl

Wawel
O Wawelu pisać- wciąż zawsze za mało. Miejsce to w każdym z odwiedzających budzi inne odczucia. Pielgrzymki, nawet w szare, brzydkie dni nie ustają. Dla „Krakusa”, który ma wyjątkowe szczęście wielokrotnej bytności w tym miejscu, najlepszym czasem odwiedzin, są godziny nietypowe, dające gwarancję „świętego” spokoju.
„Na doniosłym wzgórzu, strzelisty, gotycki, otoczony mgłą albo burzowymi chmurami, napełniony dźwiękiem największego dzwonu świata unosi się w powietrze i wchłania co zostało stworzone, od antyku przez Szekspira (…)Jakikolwiek byłby punkt widzenia na ten najcenniejszy narodowy zabytek, jedno jest pewne: W Wawelu może najwyraźniej ze wszystkich miejsc zaklęta jest polskość. To szczególne połączenie wzniosłości i zwyczajności, monumentalności i kameralności, które nadaje ludzkie wymiary siedzibie o takim zasięgu oddziaływania, jest niezwykłe i dla nas specyficzne.(…)  ”
Wspomnienia-ulotne wrażenia, nie uchwycone w odpowiedniej chwili, rozpływają się w atmosferze niepamięci, zubożając tym samym przyszłość o czyjeś emocje i tęsknoty.  Wspomnienia Gustawa Holoubka zostają z nami ciesząc oczy, zmysły nie tylko swoimi przeżyciami, unikalnymi obrazami, ale także piękną, wyjątkową polszczyzną.
 Cytaty i stare zdjęcia:
„Wspomnienia z niepamięci”, Gustaw Holoubek, Wydawnictwo Marginesy, Wa-wa 2009

Tęcza Turnera

Księżyc w nowiu, czyli straciłem łódkę nie będziesz mieć sersa, Wiliam Turner 1840

Jeszcze do 8 stycznia trwa wystawa „Turner. Malarz żywiołów”. Dyrekcja Muzeum Narodowego  w Krakowie zadecydowała, że  w ostatnie dni wystawa będzie czynna  do godziny 20.00, aby wszyscy, którzy jeszcze tego nie zrobili, mogli ją obejrzeć. Wystawa cieszy się wciąż niesłabnącą popularnością. Zachęcam do skorzystania z takiej rzadko nadarzającej się sposobności obejrzenia dzieł światowego formatu.   W przeciwnym razie, prace te będzie można obejrzeć  w Londynie.


„Prezentowane w Muzeum Narodowym w Krakowie osiemdziesiąt cztery prace Turnera, przedstawiające żywioły: ziemi, wody, powietrza i  ognia, pochodzą z Galerii Tate oraz kilku kolekcji angielskich i amerykańskich. Wystawę przygotowało Bucerius Kunst Forum w Hamburgu…” ( broszura MNK).
Są to dzieła z różnego okresu twórczego Turnera, różnego formatu i techniki.  Głównym motywem jednoczącym wystawę jest właśnie motyw żywiołów, którym malarz poświecił wiele swojej uwagi i wnikliwych studiów, posiłkując się przy tym naukami przyrodniczymi, w tym geologią. 
Wiele uwagi w swoich pracach poświęcił obserwacji natury i jej setek twarzy, od pięknych lukrowych wschodów słońca, mgieł, aż po  sztormowe sine fale, czy głębokie jaskinie. Żywiołom oddał właściwy, często groźnie piękny urok, uświadamiając tym samym ich potęgę i oczywistą niezależność od woli ludzkiej.

Wiliam Turner, Wielorybnicy, 1845

  Swoje prace Turner tworzył w niezwykły sposób. Popularny pędzel był dla niego zbyt ubogim i delikatnym narzędziem. Malował rękami, pacami, rozdrapywał, wcierał i polerował. Stąd znany był z odwiecznie brudnych, zaszłych farbą, rąk. Według niego każdy, szanujący się malarz powinien był mieć ręce brudne od farby.
Lubił robić wrażenie na współczesnych sobie odbiorcach, przetrzymując ich w ciemnym pomieszczeniu, zanim zaprezentował im obrazy. Twierdził, że oczy przyzwyczajone do ciemności lepiej odbierają światło bijące z jego obrazów.    
Rozżarzony zachód słońca nieopodal lądu, Wiliam Turner 

Jego studia nad kolorem i światłem, zachwycają. Uwiecznione wizje pełne są niedomówień i sugestii, przez co znacznie silniej działają na wyobraźnię zwykłego odbiorcy.  Niezwykłość obrazów olejnych  polega na genialnym „wyłuskiwaniu” światła i osiąganiu efektu podświetlania, zdać by się mogło, zewnętrznego.

Na uwagę zasługują tu pomniejsze prace Turnera wykonywane zazwyczaj w gwaszu lub akwareli. Są to studia natury i zjawisk atmosferycznych.  To głównie plamy kolorów, maźnięcia jakby od niechcenia. Z pozoru wykonywane szybko i niestarannie.
Wiliam Turner, Tęcza 1820-1830, akwarela

Jak to niestarannie? Prace te wyjątkowo zatrzymały mnie przy sobie. Zwłaszcza niewielka akwarela pt. „Tęcza”.  Analiza plam i celowych maźnięć uruchomiła wyobraźnie i natychmiast przywołała podobne obrazy w mojej pamięci.  Przywołała setki tęcz i podobnych zjawisk przyrody. Sprawiła, że celowe niedomówienia autora, wypełniła moja wyobraźnia.
 Dzięki „turnerowskiej ramie”, fantazja  odbiorcy tworzy niepowtarzalne odzwierciedlenie rzeczywistości zmieszanej z różną wrażliwością i życiowym doświadczeniem oglądającego.

Zachęcam jeszcze raz do obejrzenia tej wspaniałej wystawy dzieł, których ceny na aukcjach osiągają niezwykłe kwoty, a bilety są w wyjątkowo przystępnej cenie i na każdą kieszeń. 
Informacje: Muzeum Narodowe w Krakowie 

Muzeum

Muzealny Karnet 


Odeszły do lamusa czasy, kiedy do muzeum przychodziło się z wrażeniem, że zwiedzający potrzebni są tam tylko po to, by wyfroterować podłogi półmetrowymi kapciami. Kosz z paskudnymi cichobiegami straszył na wstępie, a sama myśl o grzebaniu w tym koszu, za kapciem do pary, przyprawiała o dreszcze i sprawiała, że niejeden pozostał przed drzwiami.
Dzisiejsze muzea są wspaniałe. Owszem, zgadza się, że w niektórych istnieje obowiązek zakładania ochraniaczy, ale rzadko i najczęściej jednorazowego użytku. Zmienia się sposób funkcjonowania muzeów, zarządzania, reklamowania. Piękne wnętrza, czyste, zadbane, klimatyzowane. Eksponaty wspaniale odrestaurowane, umieszczone w artystycznie zaprojektowanych wnętrzach.  Muzea wychodzą naprzeciw odbiorcy, chcą do siebie przyciągnąć jak największą rzeszę zwiedzających. Już to bogatą ofertą, już to znakomitymi promocjami i bezpłatnymi wstępami, albo bogatym wachlarzem wystaw czasowych.
Znana jest przecież mieszkańcom Krakowa „Noc muzeów”, na której doskonale bawią się wszyscy mali, młodzi i mniej młodzi.
 Pomimo zmęczenia, chodzimy wszędzie, gdzie się da i na ile pozwoli czas. Bawimy się świetnie.

Witkacy,  MNK

Animacje w Muzeum Sztuki XX wieku, Gmach Główny
Sala z lustrami, Muzeum Narodowe w Krakowie

Tymczasem Muzeum Narodowe w Krakowie, na rocznicę 125-lecia swojego istnienia,  wydało bilet uprawniający do wstępu do wszystkich swoich oddziałów. Bilety mają długa datę ważności, a więc można z powodzeniem przyjemność kulturalną rozłożyć na kilka weekendów. W karnecie jest osiem pozycji. Każdy z pewnością znajdzie dla siebie coś ciekawego. Koszt takiego karnetu jest zaskakująco niski: 22 zł, to prawdziwa gratka dla wielbicieli krakowskich muzeów.
Korzystając z tak wspanialej oferty, zawitałam do Muzeum Stanisława Wyspiańskiego. W Kamienicy Szołayskich w Salonie Feliksa „Mangghi” Jasieńskiego można nie tylko pocieszyć oko ale także ucho.
Tym razem trafiłam, przyznam się, że z zaskoczenia na sympatyczny i bardzo kameralny koncert studentów krakowskiego konserwatorium. Młode, ambitne studentki przedstawiły utwory między innymi Mozarta, Offenbacha, Schuberta. Dyrektor muzeum, który był tak uprzejmy razem z nami słuchać koncertu i powiedzieć kilka ciepłych słów o wykonawcach, zapewnił nas o cykliczności koncertów. Jak zdążyłam się zorientować, pan Dyrektor bardzo sprzyja tego typu wydarzeniom, za co ogromne mu dzięki.
Koncert studentek konserwatorium w Muzeum Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie